niedziela, 26 lipca 2009

No i Anglia...

"Ano, wróciłem!" cytując pewną postać z pewnej książki. Jestem tutaj od środy, ale dopiero teraz byłem w stanie się przymusić żeby coś napisać. Wspominałem już, że coraz trudniej mi się tutaj pisze?

Pobyt był krótki, ale stosunkowo przyjemny, szczególnie końcówka. Dwa dni spędzone na Planszówkach to dokładnie to, co Krzysie lubią najbardziej. Aż żal, że nie było trzech takich dni, bo biedny Senji i Fire and Axe pozostały niegrane... Cóż, bywa.
Podróż w obydwie strony byłaby przyjemna, gdyby nie jeden fakt - drące paszczę dzieci. Przysięgam, że jeśli któraś z linii lotniczych wprowadzi ze wszech miar słuszny zakaz przewozu dzieci poniżej piątego roku życia, nawet kosztem zwiększonej ceny lotu, momentalnie się na nie przerzucę. Świdrujący uszy krzyk z każdej możliwej strony samolotu, a jak ma się szczęście, to i z siedzenia obok, potrafi sprawić że gotuje się krew i budzą się mordercze instynkta...
Korzystając z okazji, dziękuję wszystkim z którymi udało mi się spotkać i mam nadzieję że te spotkania cieszyły ich przynajmniej tak bardzo jak mnie.

Będąc tutaj osiągnąłem następujące rzeczy:
- przeczytałem "Barsawię", dodatek do Earthdawna. Jestem odrobinę zawiedziony: część informacji była już w innych dodatkach, tych których nie było jest jak na mój gust za mało, a do tego masa informacji wciśniętych na siłę (osiem nowych stworów, z których tylko jeden jest niezły, a reszta albo przeciętna albo absurdalna). Dobrze że nie kupiłem te 10 lat temu gdy inwestowałem w inne podręczniki. Kosztował wtedy fortunę, jak na to co sobą prezentuje.
- odkryliśmy z Lin nowe bardzo ładne miejsce spacerowe i kilka domów w których chętnie byśmy zamieszkali. Są po prostu śliczne. I ta lokalizacja...
- gramy w Experience 112, bardzo ciekawą grę przygodową. Wciągnęła nas, ale nie gramy za dużo, bo jednak jest odrobinę męcząca.
- ja gram w American McGee's Alice oraz w Longest Journey. W tej drugiej niestety krzaczy mi wręcz niesamowicie dźwięk - nie mam pojęcia dlaczego.
- skończyliśmy oglądać drugi sezon Twin Peaks. Cóż, spadek formy widoczny, ale wciąż było ciekawie. Końcówka jest dziwna. Nie będę spoilował, ale rozumiem dlaczego można się na niej zawieść.
- oglądam w raz z Lin Stargate: Atlantis. Wiem, że narażę się fanom, ale ot, taka papka. Ogląda się nad wyraz dobrze, ale głębi to nie ma żadnej - coś jak stare "Herkules" oraz "Xena: Wojownicza Księżniczka". Zabijacz czasu, częściowo do bólu przewidywalny.

Na zakończenie mała prośba. Lin obchodzi dzisiaj urodziny. Jeśli ktoś z was przeczyta tę notkę dzisiaj, wskakujcie na http://leaf-lin.blogspot.com/ i zostawcie jej komentarz :)

niedziela, 5 lipca 2009

Powrót Kristofa

We wtorek, jak niektórzy z was wiedzą, wyjeżdżam z Rochester żeby tego samego dnia (lub w początkach Środy) dotrzeć na Luton. Stamtąd, o 8.10 rano wylatujemy z Lin do Katowic. W Polsce jestem dwa tygodnie. Stąd też dzisiaj robimy wielką akcję sprzątania - będzie mycie podłóg, kuchenki, zlewu oraz wanny. Edward trafia do naszych gospodarzy - mam nadzieję że nie znienawidzą nas po tym, bo wydaje się że ten chomik głupieje z wiekiem. I wytwarza coraz to większe ilości "produktów ubocznych".
Do Polski biorę ze sobą masę gier komputerowych w które już nie gram albo które nie chodzą na moim laptopie (niech żyje Vista! A jej twórcy niech żyją NIE), bo tutaj tylko zajmują miejsce na półce. Biorę też kilka gier planszowych, ale ostatecznie zdecydowałem, że bez pudełek. Oznacza to tyle, że cały plecak będę miał wypełniony woreczkami foliowymi z kartami, figurkami, żetonami i innymi elementami moich planszówek. Miałem brać tylko dwa lub trzy tytuły, ale ostatecznie stanęło na czterech/pięciu: Fire and Axe - A Viking Saga, Senji, Last Night on Earth + Growing Hunger oraz A Touch of Evil. Miałem ochotę wziąć Starcrafta, ale transport nie robi dobrze figurkom, a poza tym nie miałbym chyba odpowiednich osób do tego, cięższego jednak, tytułu. Może następnym razem (tj. w grudniu).

Z innych wieści - grzejnik jednak nie został naprawiony. Nadal rozgrzewa się w losowych momentach do wysokich temperatur. Co prawda mamy gorącą wodę, ale problem polega na tym, że mamy TYLKO gorącą wodę, którą trzeba na dodatek włączyć w odpowiednio silnym strumieniu, bo inaczej grzejnik w ogóle się nie włącza. Oznacza to także że przy odkręcaniu kurka z zimną wodą, automatycznie się on wyłącza - nie ma więc nawet możliwości regulacji. Jutro zanoszę do gospodarzy Edwarda, więc przy okazji wspomnę o tym i prawdopodobnie skończy się na tym, że zostawię im zestaw kluczy do mieszkania i poproszę żeby wymienili boiler pod naszą nieobecność.

To tyle póki co. Ponieważ wyjeżdżam, nie spodziewajcie się aktualizacji w najbliższych dwóch tygodniach. Jeśli znajdzie się coś ciekawego o czym będzie można napisać, tak zrobię - ale jako że mam w planach głównie relaks i mniejsze lub większe nieróbstwo oraz korzystanie z NORMALNEGO komputera (czyt. takiego na którym wszystko działa i który nie wiesza się z losowych powodów oraz nie przegrzewa się po dwóch godzinach użytkowania), to prawdopodobnie nawet nie będzie mi się chciało pisać.