Tak, wkrótce minie mój pierwszy rok w Anglii. Większość z was wie, że uczucia mam mocno mieszane. Ale jest to także prawie rok moich notek na tym blogu. 7 Września 2008 pojawiła się pierwsza notka. Ta będzie (wg systemu) numerem 75. To znaczy że średnio pisałem notkę co 4,8 dnia. Nieźle, ale przyznacie, że nie zachwycająco.
Nic nie poradzę, nie nadaję się do tego. Ten blog miał być dla was źródłem informacji "co u mnie" - zaoszczędzając mi nieco czasu i pisania tego samego do wielu osób. Ci z was którzy go śledzą wiedzą że różnie mi to wychodzi. Ale w końcu nie wiem ile was naprawdę jest, bo gdy prosiłem o "podpisanie się", zrobiły to cztery osoby...
W tym roku, ostrzegam, różnie może być. Czy będę uzupełniał, czy nie? Jak często? Sam nie umiem na to odpowiedzieć. Będę miał do pisania pracę licencjacką, do tego pracę z Wolf Fangiem a także zapewne nowe projekty growe i nie tylko... Poza tym od roku tak naprawdę nic się nie zmieniło:
- nadal jestem pesymistą
- nadal irytuję się ponad miarę
- nadal nie ma tutaj pracy i utrzymuje mnie tata
- nadal poszukuję graczy do swojej nieistniejącej grupy RPGowo-planszówkowej
- nadal zamierzam pracować nad swoimi projektami
- nadal mam chwile w których czuję się naprawdę wolny, ale jest ich mało i są od siebie dość oddalone...
I takie tam inne. Także - czy naprawdę jest sens informowania was o tym co ostatnio jadłem, lub w co ostatnio grałem, co ostatnio kupiłem? W końcu to nic nie znaczące, w ostatecznym rozrachunku, informacje.
No, coś z aktualności. We wtorek byłem na spacerze. Długim. Doszedłem na piechotę do zamku Upnor który znajduje się po drugiej stronie rzeki i odrobinę w górę. Razem jakieś 2 i pół godziny tam i z powrotem. To była jedna z tych chwil wolności. Szedłem w zasadzie przed siebie, za każdym wzniesieniem ustalając nowy cel. Zwiedzałem, szukałem nowych ścieżek, poznawałem stare, samotnie stałem na rozpadającym się molu przy rzece, spoglądając na Chatham Maritime... Wiele bym dał za czas i pieniądze które umożliwiłyby mi ruszenie w ten sposób przed siebie i zejście całej Anglii wzdłuż i wszerz. Bez komputera, bez komórki, bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Czas na przemyślenia, poznanie siebie i odetchnięcie. No, ale nie ma na co liczyć.
Zgłosiłem się do dwóch konkursów. Jeden polegał na przetłumaczeniu opowiadania z angielskiego na polski, drugi to nagranie prologu do słuchowiska (a w zasadzie audiobooka). Dam znać jeśli coś z tego wyjdzie.
Dwa miejsca do których pisałem o pracę nie dały odpowiedzi. W zasadzie to samo mogę powiedzieć o wszystkich kontaktach z Wolf Fanga które powinienem utrzymywać. Nie idzie mi ta robota, oj nie idzie...
Na koniec dobra informacja - w ciągu ostatnich trzech dni dopracowałem, rozpisałem oraz, dzisiaj, wydrukowałem prototyp mojej kooperacyjnej gry przygodowej. Dam znać co z tego będzie - testy rozpoczynają się prawdopodobnie jutro. Do tego pozostanie mi jeszcze opracowanie dwóch lub trzech aspektów mechaniki które na razie są prawie nieruszone bo można je tylko rozpisywać drogą testowania.
Korzystam więc, można by powiedzieć. Dopóki się da.
Aha, znowu zastanawiam się nad założeniem bloga RPGowo/Planszówkowego. Wątpię żeby mi pozostało na to pary, ale cholera wie...
piątek, 28 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
Już rok? Ja mam wrażenie, jakby nie było Cię całe lata:( Strasznie tutaj za Tobą tęsknimy!
I od tej notki obiecuję solennie zostawiać komentarze, braciszku.
Trzymaj się tam!
Armen
Szkoda, że twój pesymizm się choć troszkę nie zmniejszył, ale ja jestem optymistką i w Ciebie wierzę, i wciąż trzymam kciuki.
Ja też planuję w najbliższym czasie taki długi spacer, zapewne samotny, choć nie pogardziłabym towarzystwem przyjaciela (przyjaciół).
Prześlij komentarz