Mija tydzień, wypadałoby coś napisać.
Mam poważnie zaburzony zegar biologiczny. W ciągu dnia jestem tak zmęczony, że muszę położyć się chociaż na godzinę, dwie. Dzisiaj doszedł do tego niesamowity ból głowy, co tylko wymusiło na mnie sen tym bardziej. W nocy mam problemy z zaśnięciem (ostatnie pół godziny spędziłem przewracając się w łóżku), przez co nie jestem w stanie wstać rano (od paru dni budzik ustawiony na 9.30 budzi mnie... na jakąś minutę). I tak krąg się zamyka.
Z uczeniem się nie idzie za dobrze. Liczyłem na to że przed powrotem Lin (w czwartek) zdążę przerobić chociaż jedną książkę. Jestem w okolicach setnej strony, jest ich 450. Muszę się sprężyć, inaczej egzaminy będą koszmarem.
Poza graniem, spaniem, jedzeniem i czytaniem, nie robię za wiele. Byłem w weekend u Stuarta na noc, pograliśmy w Call of Duty 5: World at War. Polecam, bardzo fajne. Nie za bardzo rozumiem tylko dlaczego ta gra ma kategorię 15+. Nie wiem jak wy, ale ja uważam że jeśli na pierwszym poziomie gry widzimy jak naszemu towarzyszowi oficer japoński wpierw wypala oko papierosem, a potem jego podwładny podrzyna jeńcowi gardło – nie wspominając o obronie przed atakiem wręcz na tym samym poziomie, który polega na przebiciu szyi przeciwnika nożem – to nie jest to przeznaczone dla oczu ludzi poniżej 18 roku życia... Szczerze powiedziawszy to ograniczenia wiekowe w grach komputerowych i filmach już dawno nie spełniają swojej roli (o ile kiedykolwiek spełniały), ale wypadałoby chociaż zachować pozory... Taki Wiedźmin dostał kategorię 18+ tylko ze względu na seks (a dokładniej karty 'pamiątkowe' które można kolekcjonować – i które w USA bodajże i tak były w 100% ocenzurowane), a w takim razie rozumiem, że przemoc jest mniej demoralizująca... Nic, tylko przyklasnąć cenzorom, a dzieci niech nadal uczą się o seksie empirycznie i z filmów porno. Wkrótce cały świat będzie jak Anglia (przypadek 13 letniego ojca!).
Ostatnio w ogóle mam jakiś zryty humor. Nic mnie prawie nie cieszy, szybko się irytuję i ogólnie straciłem trochę cierpliwości. Nie mam pojęcia z czego to wynika. Trwa to od dłuższej chwili i ciężko mi znaleźć jeden konkretny powód. Może po egzaminach coś się poprawi. Ale pewnie i nie, bo zmartwienia nadal te same – brak pieniędzy i brak pracy. Ci z was, którzy jeszcze mieszkają z rodzicami – cieszcie się. Ten stan jest naprawdę ekstra, nawet jeśli macie sporo obowiązków. Tutaj, chociaż oczywiście też żyję z pieniędzy rodziców (z czym nie czuję się za dobrze, jak już kiedyś wspominałem), to jednak trzeba samodzielnie załatwiać pewne sprawy. Z jednej strony cieszę się, że tu jestem, bo to wartościowe doświadczenie, ale z drugiej brak mi poczucia bezpieczeństwa. Ciągle np. zastanawiam się, czy zdążę wrócić do Polski w Lipcu nim mój kot umrze. Ma już trochę lat i bardzo się martwię o niego. Martwię się o dużo rzeczy, wygląda na to, że za dużo. Chyba znowu łapię jakiegoś doła.
Dobra, dość narzekania. Zaraz kolejna próba zaśnięcia. Łeb nadal boli, na szczęście mniej niż w ciągu dnia. A chomik biegał w kółku jeszcze chwilę temu, ale chyba speszył się światłem z ekranu laptopa.
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
hej Krzysiu! always look at the bright side of life ;) pozdrawiamy, trzymamy kciuki i miło wspominamy licealne czasy i nasz ostatnie spotkanie w Londynie! trzymaj sie! Agata&Tomek
Prześlij komentarz