sobota, 17 października 2009

In transit, HQ.

No, pakuję się i jeszcze zmyję gary żeby nie zostawiać z nimi Lin (o ile zdążę). Obudziła mnie wcześniej, bo właśnie wyszła na cały dzień.
Mam lot o 18.00, co oznacza że o ile nie będzie żadnych opóźnień, jestem o 21.25 czasu Polskiego w Krakowie. Zobaczymy jak to będzie. Pod warunkiem, że w Londynie nie trwają jakieś dziwaczne prace nad metrem, powinienem zdążyć bez problemu i jeszcze nawet zjeść coś na lotnisku.

Aha, jako że mam teraz dużo rzeczy do roboty i w zasadzie nie będę używał tego laptopa, nie będzie w najbliższym czasie aktualizacji Sebastiena Duranta (który zresztą pisze się aktualnie w żółwim tempie). Ale, od środy, będę coś tam pisał o Essen, o ile znajdę gdzieś miejsce z WiFi.

Brak komentarzy: