Nadal mam do robienia projekty, więc nadal nie piszę za dużo. Poza tym - niewiele się w sumie dzieje, ale co się dzieje, to opisuję:
1) umówiłem się na interview w sprawie Access to Learning Fund. Będzie to bodajże siódmego Listopada.
2) z prezentacją sobie poradziłem, ale okazuje się że na przyszły tydzień też muszę coś przygotować: tym razem pytania do prezentacji Hanny z Niemiec. Dość obcy mi temat, ale myślę że będzie ok - to nie jest wielkie wyzwanie. Poza tym Hanna jest sympatyczna.
3) nie dostałem pracy z ulotkami, od Juliana Graves'a (sklep z bakaliami) też nic. Wygląda na to, że chyba nici z pracowania w Anglii... co prawda moje CV leżą jeszcze w kilku miejscach, ale podejrzewam że to jedyne co robią.
4) okazało się, że deadline projektu jest dopiero 18 listopada. Dałem sobie dodatkowy tydzień - tym lepiej, bo po prostu nie mam teraz za bardzo weny. Ale muszę się przymusić i zakończyć to w weekend, żeby w poniedziałek wysłać. Choć i tak nie liczę na wiele, trzeba spróbować. Może chociaż miejsce na podium będzie...
5) okazało się, że paczka poszła tylko od moich rodziców - ale za to przybyła. Mamy odkurzacz i gry, może zagramy w przyszłym tygodniu ze Stuartem.
6) mam ochotę sobie coś kupić (za dużo czasu spędzam na Boardgame Geeku). I straszną, rosnącą ochotę na chinskie żarcie - dawno nie jedliśmy niczego w tych klimatach.
7) jest jeszcze pożyczka studencka na całkiem dobrych warunkach o którą będziemy się ubiegać. Jutro wysyłamy aplikacje. Da nam to po 3145 funtów (koszt pierwszego roku studiów), co pozwoli na opłacenie kilku czynszy, rachunków... i zjedzenie chinskiego jedzonka i pizzy... i może kupienia sobie jakiejś gry... hmm... No, ale ważniejsze że nie będę musiał liczyć tak każdego funta jak teraz i nie będę musiał martwić się kosztem dojazdów.
czwartek, 16 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz