poniedziałek, 29 grudnia 2008

Podstawowy błąd strategiczny...

Wyszliśmy dzisiaj na zakupy, docelowo spożywcze. Po drodze wstąpiliśmy jednak do sklepu ze zwierzakami zobaczyć chomiki, z założeniem że kupimy sobie dopiero po nowym roku. Mimo tego, wróciliśmy do domu z klatką, jedzeniem, trocinami, kulką do biegania, obgryzaczami i, oczywiście, jego Chomikowatością Edwardem I Humptingtonem. Jedzenia prawie nie kupiliśmy.
Mamy nadzieję że Edziu się u nas zaaklimatyzuje i że będzie mu tutaj dobrze. Będziemy o niego oczywiście dbać.
Wrzucę zdjęcie jak się bardziej oswoi.

piątek, 26 grudnia 2008

Powrót do Anglii

Ostatnie 10 dni (niecałe) spędziłem w Polsce. Nie pisałem nic, bo się relaksowałem. Miałem kilka przygód w drodze do Polski, najważniejszą i najbardziej dotkliwą była chyba konieczność usunięcia z bagażu dwóch butelek - po jednej Rochester Ginger i Mulled Berry Punch (obydwa napoje bezalkoholowe!). Do domu trafiło ich więc mniej, natomiast o jedna więcej do pani w kantorze i wycieczce chyba niemieckich uczniaków. To drugie było raczej marnotrawstwem, ale jeśli im smakowało, to dobrze.
W Polsce spotkałem się z Julką, Łukaszem, Arkiem i Januszem (piątek), Mateuszem (sobota), Armen i Jokiem w Busko Zdroju (niedziela), Mateuszem, Maćkiem i Julką (poniedziałek) oraz Jaśkiem i Wojtkiem (wtorek). Jak widzicie, namnożyło mi się tych spotkań. Tak to jest jak ma się dużo znajomych. Wszystkich niewymienionych, a chętnych, przepraszam - ale niestety dzień ma tylko 24h, a kobieta w Anglii czeka i tęskni...
I ja też, oczywiście. Dobrze będzie wrócić do Rochester, mimo tego że jest to też powrót do kłopotów finansowych (aktualnie mam zapasy do końca lutego, pod warunkiem że będę oszczędzał). Powrót do studiów to mniejszy kłopot, chociaż trzeba przyznać - w 10 dni człowiek jest się w stanie poważnie rozleniwić.
Nie wykonałem niestety planu na ten wyjazd. Miałem skończyć Quake 4, Stronghold 2 i Wiedźmina (był to plan minimum, zaznaczam), udało mi się tylko z pierwszym tytułem, potem jakoś straciłem parę do grania. Za to napisałem kilka recenzji na Bestiariusz a i wena wróciła na tyle, że prawdopodobnie kilka kolejnych powstanie w najbliższych dniach.
Wśród prezentów które otrzymałem były marcepan i krówki (które przywożę do Lin i będziemy jeść je wspólnie), skarpetki i bokserki, płyta z muzyką Chopina (już zgrana na USB i oczekująca transportu - cóż za profanacja!), sporo słodkości (zjedzone) oraz Ghost Stories. Jest to bardzo trudna planszówka - póki co na 13 rozgrywek mogę policzyć tylko jedno zwycięstwo. Ciężko powiedzieć, czy winika to z charakteru gry, czy też z mojego braku umiejętności... chyba z tego drugiego, niestety, bo jest wielu ludzi którzy grają na wyższych poziomach trudności i radzą sobie dobrze. Najwyraźniej uczę się wolniej niż inni, ewentualnie brak mi szczęścia w kartach i kościach - co jest akurat faktem.
Co by tu jeszcze... 30 grudnia przyjeżdża do nas sofa, półki i pudełka z Ikei (pośpimy na porządnym łóżku, choć z drugiej strony będzie ono wybitnie biedne...), kupiliśmy też czajnik (po fałszywym alarmie wskazującym na jego śmierć) oraz Fallouta 3 za 20 funtów (promocja, kosztował 30). Zobaczę jak z graniem w niego, bo pójdzie tylko na komputerze Lin, więc może się okazać że nie za często dane mi będzie się nim bawić. Nie jest tak źle - na to akurat mam odłożone pieniądze. Zacząłem się martwić kwestią chomika, bo nadal go chcemy, ale ja osobiście nie bardzo mam na niego pieniądze. Może być różnie, ale i tak zapewne go kupimy.
Aha, tak mi się przypomniało - kot się na mnie obraził. Nie spał ze mną ani razu przez te dni. Smutno mi z tego powodu. Będzie mi go brakowało nadal tak samo, nie zdołałem się nim nawet nacieszyć...
I szykuje się paczka po weekendzie noworocznym. W niej głównie herbaty, trochę gier, sporo jedzenia i odrobinę elektroniki.
A'propo gier - wydali dodatek do Starcrafta. Póki co planuję go dostać na urodziny, bo nie znam jeszcze za dobrze gry podstawowej, a poza tym nie rozszerza on na tylu elementów żeby stać się obowiązkowym zakupem. Jest okropnie drogi (185 złotych).
To by było na tyle. Do usłyszenia zapewne w nowym roku. Cheers.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Przygotowania do powrotu

Esej skończony wczoraj, mogę się wreszcie zrelaksować...
Nie do końca - mam do przygotowania swój nocny wyjazd w środę. Trzynaście minut po północy wsiadam w pociąg do Londynu a stamtąd (i parę przesiadek dalej) na lotnisko w Luton. Zakupy zrobione (prawie), zacząłem się powoli pakować. Jutro oddać esej i kwestie uczelniane będą zamknięte. Środę spędzam z Lin, pójdziemy jeszcze na zakupy - muszę kupić sobie jakieś żarcie na podróż, a poza tym muszę, jak każdy samiec, donieść do domu zdobycze aby moja samiczka nie głodowała i nie musiała sama nosić...
Zapowiadają się intensywne święta... dużo spotkać i bardzo dużo gier do grania na moim DOBRYM komputerze. Ech, brakuje mi tego... ten laptop potrafi być iście diabelski... i gry go nie lubią.

wtorek, 9 grudnia 2008

Bez sukcesu

Właśnie ogłoszono wyniki konkursu. Nie dostałem się do finału. Najwyraźniej inne projekty były lepsze. Szkoda trochę - spędziłem nad tym sporo czasu, choć jak widać niewystarczająco dużo. No, ale to mi dużo ułatwia - nie muszę nikogo wysyłać do Warszawy, ani się przejmować moją nieobecnością podczas Gali Finałowej...
Cóż, mówi się trudno i siada się do kolejnego projektu... co zrobię jak tylko skończę pisać ostatni esej (przedostatni skończyłem, czy też wymęczyłem, wczoraj). Czeka mnie dużo wszelakiego pisania, jak tylko się do niego zabiorę.

piątek, 5 grudnia 2008

Grrrrr....

W związku z nadspodziewaną ilością prac konkursowych, które otrzymaliśmy, termin ogłoszenia listy finalistów został przesunięty na 9.12. 2008. Dziękujemy za wyrozumiałość. Termin Gali Finałowej nie ulegnie zmianie (16 grudnia 2008)

To już by chociaż termin gali też przesunęli ze środy (sic!) na piątek... wtedy mógłbym wziąć ewentualnie udział, jeśli w ogóle dostanę się do finału. Jak robią po tytułach albo autorach alfabetycznie, to mam z głowy, bo pewnie już mają dość tego czytania, a mój projekt nazywa się "Wrota"...

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Witam w Grudniu

I ponownie tydzień (a nawet ponad tydzień) przerwy...
No cóż, pogoda się poprawiła, humor też. Myszy nie hałasują tak jak się spodziewaliśmy, jest spokojnie - tylko od czasu do czasu coś "pipnie" albo zachrobocze. I spać się da.
W poniedziałek dostałem poprawiacza humoru od Secret Santy - "A Touch of Evil", świetną grę planszową z którą zdążyliśmy już zagrać z Lin 5 razy. Jest super, bardzo się nam podoba, a w środę prawdopodobnie przedstawimy ją Dave'owi i jego żonie.
Prezent do naszego celu w Secret Santa posłany za pośrednictwem Stuarta. Wiszę mu 30 funtów, będzie się trzeba spotkać na planszówkach żeby w coś zagrać i się rozliczyć.
Poza tym nadal nie napisałem żadnego z dwóch esejów (zostały dwa tygodnie). Ale powoli mi się już klaruje czego ode mnie oczekują.
Co by tam jeszcze... kolejne 30 funtów zeszło dzisiaj na 3 butelki Rochester Ginger, kolejne 3 butelki Rochester Mulled Berry Drink oraz 2 opakowania po 500 gram pistacji. Jako że mamy trochę pieniędzy w zapasie, ostatnio odrobinę sobie dogadzamy. Bez szaleństw, oczywiście - 4 z butelek wymienionych wyżej zabieram do Polski na święta w ramach prezentu dla rodziny.
Na święta wracam 17 grudnia, w czwartek. Potem w piątek odpocznę i się polenię, a w sobotę spotykam się z Julką, Mateuszem i Maćkiem - zapewne u mnie, na billard. Resztę świąt będę realnie odpoczywał, a wracam do Anglii chyba 27 grudnia. Lin będzie tęsknić, ja też... ale przywiozę jej trochę dobrych rzeczy na otarcie łez.
No nic, idę czytać materiały do esejów.

PS: w piątek wyniki konkursu TPSA, jeszcze nie ostateczne, ale finaliści zostaną wymienieni... Mam nadzieję, że mi się uda. Trzymajcie kciuki.