piątek, 26 grudnia 2008

Powrót do Anglii

Ostatnie 10 dni (niecałe) spędziłem w Polsce. Nie pisałem nic, bo się relaksowałem. Miałem kilka przygód w drodze do Polski, najważniejszą i najbardziej dotkliwą była chyba konieczność usunięcia z bagażu dwóch butelek - po jednej Rochester Ginger i Mulled Berry Punch (obydwa napoje bezalkoholowe!). Do domu trafiło ich więc mniej, natomiast o jedna więcej do pani w kantorze i wycieczce chyba niemieckich uczniaków. To drugie było raczej marnotrawstwem, ale jeśli im smakowało, to dobrze.
W Polsce spotkałem się z Julką, Łukaszem, Arkiem i Januszem (piątek), Mateuszem (sobota), Armen i Jokiem w Busko Zdroju (niedziela), Mateuszem, Maćkiem i Julką (poniedziałek) oraz Jaśkiem i Wojtkiem (wtorek). Jak widzicie, namnożyło mi się tych spotkań. Tak to jest jak ma się dużo znajomych. Wszystkich niewymienionych, a chętnych, przepraszam - ale niestety dzień ma tylko 24h, a kobieta w Anglii czeka i tęskni...
I ja też, oczywiście. Dobrze będzie wrócić do Rochester, mimo tego że jest to też powrót do kłopotów finansowych (aktualnie mam zapasy do końca lutego, pod warunkiem że będę oszczędzał). Powrót do studiów to mniejszy kłopot, chociaż trzeba przyznać - w 10 dni człowiek jest się w stanie poważnie rozleniwić.
Nie wykonałem niestety planu na ten wyjazd. Miałem skończyć Quake 4, Stronghold 2 i Wiedźmina (był to plan minimum, zaznaczam), udało mi się tylko z pierwszym tytułem, potem jakoś straciłem parę do grania. Za to napisałem kilka recenzji na Bestiariusz a i wena wróciła na tyle, że prawdopodobnie kilka kolejnych powstanie w najbliższych dniach.
Wśród prezentów które otrzymałem były marcepan i krówki (które przywożę do Lin i będziemy jeść je wspólnie), skarpetki i bokserki, płyta z muzyką Chopina (już zgrana na USB i oczekująca transportu - cóż za profanacja!), sporo słodkości (zjedzone) oraz Ghost Stories. Jest to bardzo trudna planszówka - póki co na 13 rozgrywek mogę policzyć tylko jedno zwycięstwo. Ciężko powiedzieć, czy winika to z charakteru gry, czy też z mojego braku umiejętności... chyba z tego drugiego, niestety, bo jest wielu ludzi którzy grają na wyższych poziomach trudności i radzą sobie dobrze. Najwyraźniej uczę się wolniej niż inni, ewentualnie brak mi szczęścia w kartach i kościach - co jest akurat faktem.
Co by tu jeszcze... 30 grudnia przyjeżdża do nas sofa, półki i pudełka z Ikei (pośpimy na porządnym łóżku, choć z drugiej strony będzie ono wybitnie biedne...), kupiliśmy też czajnik (po fałszywym alarmie wskazującym na jego śmierć) oraz Fallouta 3 za 20 funtów (promocja, kosztował 30). Zobaczę jak z graniem w niego, bo pójdzie tylko na komputerze Lin, więc może się okazać że nie za często dane mi będzie się nim bawić. Nie jest tak źle - na to akurat mam odłożone pieniądze. Zacząłem się martwić kwestią chomika, bo nadal go chcemy, ale ja osobiście nie bardzo mam na niego pieniądze. Może być różnie, ale i tak zapewne go kupimy.
Aha, tak mi się przypomniało - kot się na mnie obraził. Nie spał ze mną ani razu przez te dni. Smutno mi z tego powodu. Będzie mi go brakowało nadal tak samo, nie zdołałem się nim nawet nacieszyć...
I szykuje się paczka po weekendzie noworocznym. W niej głównie herbaty, trochę gier, sporo jedzenia i odrobinę elektroniki.
A'propo gier - wydali dodatek do Starcrafta. Póki co planuję go dostać na urodziny, bo nie znam jeszcze za dobrze gry podstawowej, a poza tym nie rozszerza on na tylu elementów żeby stać się obowiązkowym zakupem. Jest okropnie drogi (185 złotych).
To by było na tyle. Do usłyszenia zapewne w nowym roku. Cheers.

Brak komentarzy: