Esej skończony wczoraj, mogę się wreszcie zrelaksować...
Nie do końca - mam do przygotowania swój nocny wyjazd w środę. Trzynaście minut po północy wsiadam w pociąg do Londynu a stamtąd (i parę przesiadek dalej) na lotnisko w Luton. Zakupy zrobione (prawie), zacząłem się powoli pakować. Jutro oddać esej i kwestie uczelniane będą zamknięte. Środę spędzam z Lin, pójdziemy jeszcze na zakupy - muszę kupić sobie jakieś żarcie na podróż, a poza tym muszę, jak każdy samiec, donieść do domu zdobycze aby moja samiczka nie głodowała i nie musiała sama nosić...
Zapowiadają się intensywne święta... dużo spotkać i bardzo dużo gier do grania na moim DOBRYM komputerze. Ech, brakuje mi tego... ten laptop potrafi być iście diabelski... i gry go nie lubią.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz