Trafia mnie to od czasu do czasu, zazwyczaj gdy przeczytam o czymś związanym z tematem. Tym razem było to całkowicie przypadkowe zauważenie, że oto wychodzi trzecia edycja jednego z moich ulubionych systemów – Earthdawna. Dla nie zaznajomionych z tematem: system ten był wydawany przez Maga mniej więcej do 2003 roku. Druga edycja ujrzała światło dzienne bodajże w 2004 lub 2005 i nie została wydana po Polsku. O ile mnie pamięć nie myli nigdy nie widziałem na własne oczy podręcznika głównego do tej edycji. A teraz, trzecia...
Przyjeżdżając tutaj wziąłem ze sobą moje kostki. Mam ich trzy opakowania – w skórzanym kubku od Q-Workshop mam trzy zestawy: mój najstarszy, pomarańczowy; czarny z czerwonymi liczbami; oraz czarny z żółtymi liczbami, runiczny. Do tego kilka pojedynczych kostek, głównie z Q-Workshop. Drugim pojemnikiem jest sakiewka, w której znajduje się ciemno-zielony zestaw Nuklearny oraz parę innych kostek. Do tego dochodzi oficjalny zestaw kości do Wampira: Maskarady, kupiony dawno temu w nieistniejącym już Fantasy Shopie, na który składa się 10 kostek w kolorze podręcznika oraz woreczek z symbolem Camarilli.
W jednej z paczek od rodziców przyjechały tutaj moje podręczniki: Earthdawn + 3 dodatki, Gasnące Słońca + Przewodnik po Pandemonium, Warcraft (setting do D&D), Warhammer + Bestiariusz Starego Świata, Wampir: Maskarada oraz Wampir: Mroczne Wieki. Ostatnio czytam Gasnące Słońca, aby wreszcie nauczyć się tego systemu.
Czemu piszę to wszystko? Chyba żeby przygotować się na bardzo bolesną puentę tej wyliczanki. Ostatnią sesję „na żywo” grałem rok temu. Ostatnią kampanię rozpocząłem jeszcze dawniej. Jedyną serię sesji którą można nazwać mini-kampanią, a która się zakończyła, prowadziłem zdaje się trzy lub cztery lata temu. Wniosek?
Nigdy nie grałem zbyt intensywnie w RPGi. Mimo mojego udzielania się na Bestiariuszu, 99% moich pomysłów nigdy nie została wykorzystana na sesji, a była tylko takim „kminieniem na sucho”. Ale teraz, gdy jak nigdy mam ochotę wrócić do tego hobby (a w zasadzie – rozpocząć je na nowo lub nawet rozpocząć je w ogóle), czuję że mój czas minął. Nie jest to, broń boże, wniosek z serii „Jestem już na to za stary”. Jest to raczej wniosek z serii „To już nie te czasy”. Gdzie teraz zbiorę ekipę? Czy naprawdę muszę ją uformować z nieznajomych? Jak długo taka grupa przetrwa?
Moja przeprowadzka wiele zmieniła, ale to chyba dla mnie najboleśniejsza zmiana – brak znajomych tutaj oznacza, że muszę obserwować jak umiera moje ukochane hobby. Takie, o którym zawsze marzyłem, że przekształci się w coś absolutnie pięknego, a nie dałem mu okazji nawet na częściowe rozwinięcie skrzydeł. Prawda, LARPowałem sporo jeszcze rok lub dwa temu – ale to nie to samo, co kilkugodzinna sesja przy stole, muzyce i kostkach. Czuję, że zmarnowałem swoją okazję i że ona już nie wróci. Czuję że nie mogę już uważać się za gracza lub Mistrza Gry – jedynie za kolekcjonera.
Łatwo byłoby powiedzieć – znajdź ludzi tutaj. Jak wiecie, moje dojeżdżanie na uniwersytet odebrało mi sporo możliwości bycia częścią Adventure Gaming Society. Choćbym bardzo chciał, nie mieszkając w Canterbury nie mogę sobie pozwolić na nocne sesje lub choćby wieczorne granie. Mam też zobowiązania w stosunku do Lin i uważam że decyzja o pójściu grać i nie wracaniu na noc byłaby po prostu... nie na miejscu. Do tego dochodzi problem z moją znajomością języka. Nie jest ona wystarczająca aby dobrze prowadzić, więc nawet jeśli miałbym najgenialniejszy pomysł na kampanię do Earthdawna, nie mam możliwości wprowadzić tego w życie. Chętnie bym pograł, ale jak mam się wprosić w dobrze znającą się ekipę graczy, prawdopodobnie też o doskonałej alchemii z Mistrzem Gry? Wejść tam i wszystko zepsuć, albo przez całą sesję czuć się jak wyrzutek?
Q-Workshop wyprodukował kostki specjalnie do Earthdawna, na zlecenie Red Brick – wydawcy trzeciej edycji. Wygląda na to, że je kupię, wcześniej czy później. Wraz z nimi – dodatkowy skórzany kubek i jeszcze jeden zestaw kości elfickich, które zawsze chciałem. Koszt tej przyjemności – jedynie niecałe 100 złotych. Ta kwota mnie powstrzymuje przed naciśnięciem „Kupuj”. Naprawdę? Stówa za trochę kawałków plastiku i skóry? Czy w ogóle warto się zastanawiać? Po co to będę robił?
Odpowiedź brzmi (jeśli się zdecyduję): dla mojej potrzeby kolekcjonerstwa. Dla tej potrzeby zamówiłem z Allegro podręczniki do Earthdawna, pierwszej (mojej) edycji: Barsawię i Horrory. Być może to moje pożegnanie się z aktywnym hobby, a przejście do fazy kupowania dla posiadania. A potem wspominania, a raczej fantazjowania o tym co było, a raczej co być mogło, gdyby tylko moje losy jako RPGowca potoczyły się inaczej.
No, ale póki co tyle dzielenia się z wami moimi myślami. Jeśli chcecie, doradźcie coś, podnieście na duchu. Nie wiem czy to coś zmieni, ale może ktoś z was da mi jakąś mądrą wskazówkę lub wyciągnie słuszny wniosek. Temat zapewne powróci gdy znowu natchnie mnie, aby przez zakupienie czegoś w zasadzie bezużytecznego poudawać jeszcze trochę, że mam prawo mienić się graczem i Mistrzem Gry, a nie kolekcjonerem.
środa, 10 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz