piątek, 3 października 2008

Słodko-gorzki koniec tygodnia

Pierwszy tydzień na uczelni kończy się... dziwnie. Z jednej strony jestem zadowolony z University of Kent, choć studia tutaj bardzo się różnią od tych w Polsce. Nie spędza się na uczelni nawet połowy tego czasu, co u nas (czy też: u was), za to jest dużo więcej roboty samodzielnej. Z każdego przedmiotu trzeba napisać esej lub nawet kilka, do każdego wykładu jest seminarium (coś jak nasz układ z ćwiczeniami) na które też trzeba przygotować różne prace, w tym prezentacje ustne. Innymi słowy - bardzo punktowana jest praca indywidualna.
Kupiłem sobie też kartę autobusową dzięki której zaoszczędzę jakieś 120-160 funtów w skali roku, a więc może i nie bardzo dużo ale w tej chwili znacząco...
No właśnie - w tej chwili. Nie ma się czym chwalić, ale zostało mi już niecałe 150 funtów, co chwilowo starczy na dwa tygodnie. A pracy NIE MA NIGDZIE. Zgłosiłem się do dziesięciu różnych miejsc, może nawet większej ich ilości (straciłem rachubę) i nie dostałem odzewu znikąd. Niektóre z nich już zatrudniły kogo innego: jak np. Nags Head, gdzie bardzo liczyłem na pracę. Nawet z KFC mi nie odpisali...
Kombinuję jak mogę, ale jak nadal tak pójdzie... będę musiał naprawdę coś wymyślić.

Z innych dobrych wieści: jestem już prawie oficjalnie członkiem Adventure Gaming Society na moim uniwersytecie. Z innych złych wieści: przewiało mnie dzisiaj strasznie, ubrałem się za lekko. Boli mnie ucho i dziąsło, chyba mam trochę gorączki... Mam nadzieję, że na tym się skończy.

1 komentarz:

Julka pisze...

Krzysiu, kuruj się i nie poddawaj. No i od tej pory masz się ciepło ubierać.