Ha, nie ma to jak otrzymanie wiadomości od dawno nie widzianego znajomego. Szczególnie, gdy się za nim nie przepada. Panie i panowie, odezwała się do mnie... Ironia. Wspólnie zresztą z znanym mi też dobrze Poczuciem Porażki.
Otóż, okazało się, że całe moje gromadzenie dokumentów do Access to Learning Fund, wysyłanie próśb o oficjalne pisma i etc. od początku do końca było pozbawione sensu. Dostałem złe informacje - od początku nie było sensu, żebym się o ten grant ubiegał, bo po prostu obowiązuje on tylko UK Home Students. Powiedziano mi inaczej, dając mi nadzieję, tylko po to żeby, jak zawsze w takiej sytuacji, los mógł zaśmiać mi się w twarz w ostatnim momencie (i na dodatek nieźle mnie przy tym opluć). Dobrze, że pani była miła - przynajmniej mnie to nie złamało...
Natomiast możecie się zakładać za ile miesięcy będę musiał stąd spadać ze względu na brak funduszy. Pogratuluję zwycięzcy.
Dobrze, że mam Lin - przynajmniej nie siedzę sam w domu myśląc jak sobie poradzę z opłatami. Chyba po prostu przestanę o tym myśleć. Dobrze, że moich rodziców stać na utrzymywanie mnie tutaj. Nie, żebym był jakoś bardzo dumny z tego, że ciągnę od nich prawie non-stop grube pieniądze. Wręcz mnie to wkurza i sprawia, że czuję się fatalnie.
Dobrze, że mam Lin... dobrze też, że mam gry. Mogę się odciąć od reszty świata i po prostu rzezać sobie w Diablo 2 albo Warcrafta 3. A teraz robimy to wspólnie z Lin, co jest jeszcze fajniejsze. Nie ma to jak łączenie dwóch swoich pasji w jednej czynności.
piątek, 7 listopada 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz