... wyszło natomiast jak zawsze. Pech, wydawałoby się, znowu zaczął mnie prześladować.
A więc, przede wszystkim: paczka od rodziców, w której jest sporo jedzenia i dużo gier, a na którą czekałem jak na światełko w tunelu (jako ostateczny poprawiacz humoru): nie przyszła, będzie dopiero w poniedziałek. W UK jest od środy, ale był jakiś błąd z kodem pocztowym (prawdopodobnie jakiś kretyn źle przepisał) i nie udało im się tego wykombinować w dwa dni, mimo tego, że mieli już poprawny kod w środę rano! Nie rozumiem tutaj dwóch rzeczy:
a) jakim cudem przez dwa dni z paczką nic się nie dzieje?
b) po jaką cholerę firma przewozowa chce, żeby im podawać numer komórkowy adresata, jeśli nawet w takiej sytuacji nie raczą zadzwonić?
Co więcej, aby być pewnym że uda mi się odebrać paczkę (i potem cały weekend cieszyć się jak głupi do sera), siedziałem cały czwartek i piątek w domu, omijając wykład i seminarium. Wykład co prawda i tak planowałem ominąć (tego dnia miałbym tylko ten jeden, nie chciało mi się jechać) ale wczorajszej literatury żałuję. W poniedziałek też powinienem być na seminarium (odrabiamy brak tegoż w tym tygodniu), ale nie będzie mnie prawdopodobnie, bo muszę czekać na tę przeklętą paczkę... Jeśli przyjdzie przed 12, to może się wybiorę, ale chyba będę sobie chciał wynagrodzić czekanie i stres jej otworzeniem. Tutaj nie rozumiem kolejnej rzeczy: dlaczego żadna firma nie prowadzi, bardzo sensownej chyba, polityki umawiania się z kurierem "na godzinę"? Mógłbym mu wtedy powiedzieć "Przyjedź pan o 11, a jak nie możesz, to o 17." i miałbym siedzenie z głowy...
A na dodatek wczoraj wieczorem na High Street stał samochód dostawczy DPD... czekałem z Lin przy nim jakieś 5-10 minut, bo liczyłem na to, że kierowca wyszedł tylko na chwilę (zostawił uchylone okno od strony kierownicy!). Mógł mieć moją paczkę, teoretycznie... już nawet sam bym doniósł te 30kg do domu, choćby miało to trwać całą noc. Przynajmniej dzisiaj bym się cieszył zamiast narzekać... ale muszę przestać, tak w ogóle, bo Lin już ze mną ledwo wytrzymuje...
Ale jeszcze ostatnia rzecz: nie mogę znaleźć materiałów do pracy którą muszę napisać na początek grudnia. Muszę zmienić temat i zacząć od zera, bo po prostu nigdzie nie ma informacji na temat który wybrałem...
A na koniec może trochę weselej: na Boardgame Geek rozpoczął się doroczny Secret Santa. Nie wiem czy o tym już pisałem, a nie chce mi się sprawdzać, więc w skrócie: losują cel któremu trzeba kupić grę "pod choinkę", a ty też prawdopodobnie dostaniesz coś od kogoś. Naszym jest Simon Robinson (nick: Bluenose) i właśnie szukamy na jego Wishliście czegoś taniego. Może my też coś dostaniemy? Niby nie o to chodzi, ale mnie właśnie o to chodzi - i wiem, że jest to wbrew duchowi świąt, ale po prostu bardzo lubię dostawać prezenty. Lin zresztą też.
Oby przyszły tydzień był lepszy...
sobota, 15 listopada 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz