Czyli wracam po ostatnim egzaminie. Jestem wolny... tia, jasne.
Czekam nadal niecierpliwie na to aż Last Night on Earth wróci do UK. Nie ma już prawdopodobnie ani jednej kopii na wyspach i czekam aż dodruk z Ameryki tutaj doleci/dopłynie. Lin ma chyba już dość mojego marudzenia o tej grze, ale ja nie mam dość o niej mówienia.
Przede mną wakacje (zazdrościcie, co?), ale trzeba będzie znaleźć jakąś pracę, zajmować się sprzedażą dla Wolf-Fanga oraz projektować nowe gry. Moje aktualne projekty:
- Stacja Kosmiczna
- Pizza
- wkrótce Karawany
- mam zarys bardzo fajnej mechaniki do gry przygodowej ale zobaczymy co z tego wyjdzie
Mam nadzieję do września skończyć dwa pierwsze, a w miarę możliwości do końca rok mieć gotowy dobrze działający prototyp Karawan. Ale jako że muszę też skupić się na przemyśleniach związanych z moją dysertacją (której, jak się ostatnio dowiedziałem, nie musiałem wcale pisać... szlag), to wszystko może się opóźnić.
A, tak przy okazji - dzięki wszystkim za życzenia urodzinowe. Stuknęły mi 22 wiosny, nie bardzo wiem co o tym myśleć, ale chyba ogólnie do przodu.
czwartek, 28 maja 2009
sobota, 23 maja 2009
Planszówkowo...
Wczoraj przyszły do nas koszulki i jakieś półtora godziny zeszło na wrzucenie w nie wszystkich kart z wszystkich moich gier. To było przyjemne i pożyteczne.
Zagraliśmy też wczoraj w Shoguna na dwie osoby, ale było średnio. Może wypróbujemy inny wariant. Czekam nadal na to aby Last Night on Earth wróciło do sklepów w UK, ale mam już zamówione egzemplarze, więc teraz to już tylko cierpliwość.
Póki co właściwie tyle, bo nadal nic konstruktywnego nie zrobiłem, a egzamin już za trzy dni.
Zagraliśmy też wczoraj w Shoguna na dwie osoby, ale było średnio. Może wypróbujemy inny wariant. Czekam nadal na to aby Last Night on Earth wróciło do sklepów w UK, ale mam już zamówione egzemplarze, więc teraz to już tylko cierpliwość.
Póki co właściwie tyle, bo nadal nic konstruktywnego nie zrobiłem, a egzamin już za trzy dni.
poniedziałek, 18 maja 2009
Po egzaminie...
Ech, lipa. Poszło mi dość słabo, jakieś tragiczne te moje wypociny. Ponadto żadnemu z moich dwóch esejów nie udało się przełamać magicznej granicy 70%. Jeden na 65 (literatura), drugi na 66 (media). Czekam jeszcze na wyniki eseju z English Through the Ages (będzie słabo) oraz portfolio z Writing in the Media (liczę na dobrą średnią).
Od jutra przygotowania do egzaminu nr. 3 - Politics in Western European States. Dobrze że poszedłem na seminarium "powtórkowe", wiem przynajmniej co mam przygotować. No i mam jeszcze do napisania egzamin z Language in the Media, może być różnie ale powinno być ok.
Poza tym bez zmian, poza odzywającym się zmęczeniem (ale czy to coś nowego?). BARDZO chce mi się grać, znowu przyciska mnie do planszówek i RPGów, ale po prostu nie ma ludzi! Poruszę kilka nowych kontaktów w najbliższym czasie, może uda się złożyć jakąś grupę grającą.
Od jutra przygotowania do egzaminu nr. 3 - Politics in Western European States. Dobrze że poszedłem na seminarium "powtórkowe", wiem przynajmniej co mam przygotować. No i mam jeszcze do napisania egzamin z Language in the Media, może być różnie ale powinno być ok.
Poza tym bez zmian, poza odzywającym się zmęczeniem (ale czy to coś nowego?). BARDZO chce mi się grać, znowu przyciska mnie do planszówek i RPGów, ale po prostu nie ma ludzi! Poruszę kilka nowych kontaktów w najbliższym czasie, może uda się złożyć jakąś grupę grającą.
czwartek, 14 maja 2009
...
I znowu dwa tygodnie mijają a ja nic nie piszę. Wydaje się że forma bloga to jednak nie moje wymarzone medium do przekazywania informacji...
Na szybko, bo muszę czytać streszczenie "To the Lighthouse" Virginii Woolf na poniedziałkowy egzamin (omijajcie z daleka: strasznie napisana, nudna jak flaki z olejem powieść).
1) pierwszy egzamin za mną. We wtorek pisałem Contemporary IR Theories. Chyba poszło ok, ale szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia czy tak jest w istocie. Dowiem się w swoim czasie. Obym zdał...
2) ostatnio trochę dorwała mnie tęsknota za domem. Nie za Polską jako krajem, ale za domem jako moim domem na Wandejskiej 8. Te dwa piętra, mój komputer, mój kot, poddasze ze stołem bilardowym, spotkania ze znajomymi, imprezy planszówkowe... Czuję że nie ma do tego pełnego powrotu. Jednak mieszkam tutaj jeszcze przynajmniej rok, a co potem? Nie mam zielonego pojęcia, ale różne wizje sprawiają np. że mam ostatnio kłopoty z zaśnięciem. Nie śpię za dobrze, a w ciągu dnia czuję się jak zombie. Serio, odrobinę bym się postarał i mógłbym robić za całą obsadę Świtu Żywych Trupów.
3) w mieszkaniu kłopoty - notorycznie brakuje ciepłej wody. Jak się tutaj wprowadzaliśmy, z kranów i prysznica leciał wrzątek: trzeba było uważać żeby się nie poparzyć. Teraz w zlewie gorącej wody nie ma w ogóle, w kranie się zdarza jak odkręci się ją na maksa (co sprawia, ze jest wszędzie, bo umywalka jest mała i wszystko chlapie jak szalone), a w prysznicu bywa, ale chyba tylko jak kąpie się Lin. Ogólnie rzecz biorąc tragedia. Tęsknię za gorącymi kąpielami z bąbelkami w domu :(
4) z lepszych wieści, udało mi się kupić "Fire and Axe: A Viking Saga". Planszówka, która wyszła z druku jakoś w marcu, dorwałem jedną z ostatnich kopii, być może nawet na świecie, a na pewno w Anglii. Zamierzam kupić do tego jeszcze "Last Night on Earth" (gra o zombie) + dodatek do niej, "Growing Hunger". Oraz duuuużo koszulek na karty, żeby wszystko ładnie ofoliować aby się nie niszczyło. Nie pytajcie ile będzie mnie to kosztować, bo wolę o tym nie myśleć. Ale tak poza tym, to zarobiłem na to sam umową z niemiecką firmą wydającą planszówki, więc chyba należy mi się trochę... Szczególnie że reszta moich zarobków idzie już na dom.
5) z pracą tutaj nadal lipa, ale powoli ogarniam to co robię dla Wolf Fanga. Poza tym byliśmy dzisiaj z Lin na rozmowie o pomocy w organizacji wydarzeń kulturalnych w okolicy i udało nam się zaproponować kilka opcji które bardzo spodobały się paniom z rady regionu Medway. Nie wiadomo jak będzie z zarobkami na tym, ale na pewno jest to jakiś krok naprzód. Przy odrobinie szczęścia może udałoby mi się nawet w pewnym momencie zorganizować lokalny klub planszówkowy, co w ogóle byłoby ekstra, bo nadal nie ma z kim grać :(
Tyle, nie wiem kiedy możecie spodziewać się kolejnej aktualizacji. Nie obiecuję że będę kontynuował to pisanie zbyt długo, chyba tracę zapał. Ba, zapał straciłem już dawno, ale teraz zaczyna mi się nie chcieć :P
Na szybko, bo muszę czytać streszczenie "To the Lighthouse" Virginii Woolf na poniedziałkowy egzamin (omijajcie z daleka: strasznie napisana, nudna jak flaki z olejem powieść).
1) pierwszy egzamin za mną. We wtorek pisałem Contemporary IR Theories. Chyba poszło ok, ale szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia czy tak jest w istocie. Dowiem się w swoim czasie. Obym zdał...
2) ostatnio trochę dorwała mnie tęsknota za domem. Nie za Polską jako krajem, ale za domem jako moim domem na Wandejskiej 8. Te dwa piętra, mój komputer, mój kot, poddasze ze stołem bilardowym, spotkania ze znajomymi, imprezy planszówkowe... Czuję że nie ma do tego pełnego powrotu. Jednak mieszkam tutaj jeszcze przynajmniej rok, a co potem? Nie mam zielonego pojęcia, ale różne wizje sprawiają np. że mam ostatnio kłopoty z zaśnięciem. Nie śpię za dobrze, a w ciągu dnia czuję się jak zombie. Serio, odrobinę bym się postarał i mógłbym robić za całą obsadę Świtu Żywych Trupów.
3) w mieszkaniu kłopoty - notorycznie brakuje ciepłej wody. Jak się tutaj wprowadzaliśmy, z kranów i prysznica leciał wrzątek: trzeba było uważać żeby się nie poparzyć. Teraz w zlewie gorącej wody nie ma w ogóle, w kranie się zdarza jak odkręci się ją na maksa (co sprawia, ze jest wszędzie, bo umywalka jest mała i wszystko chlapie jak szalone), a w prysznicu bywa, ale chyba tylko jak kąpie się Lin. Ogólnie rzecz biorąc tragedia. Tęsknię za gorącymi kąpielami z bąbelkami w domu :(
4) z lepszych wieści, udało mi się kupić "Fire and Axe: A Viking Saga". Planszówka, która wyszła z druku jakoś w marcu, dorwałem jedną z ostatnich kopii, być może nawet na świecie, a na pewno w Anglii. Zamierzam kupić do tego jeszcze "Last Night on Earth" (gra o zombie) + dodatek do niej, "Growing Hunger". Oraz duuuużo koszulek na karty, żeby wszystko ładnie ofoliować aby się nie niszczyło. Nie pytajcie ile będzie mnie to kosztować, bo wolę o tym nie myśleć. Ale tak poza tym, to zarobiłem na to sam umową z niemiecką firmą wydającą planszówki, więc chyba należy mi się trochę... Szczególnie że reszta moich zarobków idzie już na dom.
5) z pracą tutaj nadal lipa, ale powoli ogarniam to co robię dla Wolf Fanga. Poza tym byliśmy dzisiaj z Lin na rozmowie o pomocy w organizacji wydarzeń kulturalnych w okolicy i udało nam się zaproponować kilka opcji które bardzo spodobały się paniom z rady regionu Medway. Nie wiadomo jak będzie z zarobkami na tym, ale na pewno jest to jakiś krok naprzód. Przy odrobinie szczęścia może udałoby mi się nawet w pewnym momencie zorganizować lokalny klub planszówkowy, co w ogóle byłoby ekstra, bo nadal nie ma z kim grać :(
Tyle, nie wiem kiedy możecie spodziewać się kolejnej aktualizacji. Nie obiecuję że będę kontynuował to pisanie zbyt długo, chyba tracę zapał. Ba, zapał straciłem już dawno, ale teraz zaczyna mi się nie chcieć :P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
