I znowu dwa tygodnie mijają a ja nic nie piszę. Wydaje się że forma bloga to jednak nie moje wymarzone medium do przekazywania informacji...
Na szybko, bo muszę czytać streszczenie "To the Lighthouse" Virginii Woolf na poniedziałkowy egzamin (omijajcie z daleka: strasznie napisana, nudna jak flaki z olejem powieść).
1) pierwszy egzamin za mną. We wtorek pisałem Contemporary IR Theories. Chyba poszło ok, ale szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia czy tak jest w istocie. Dowiem się w swoim czasie. Obym zdał...
2) ostatnio trochę dorwała mnie tęsknota za domem. Nie za Polską jako krajem, ale za domem jako moim domem na Wandejskiej 8. Te dwa piętra, mój komputer, mój kot, poddasze ze stołem bilardowym, spotkania ze znajomymi, imprezy planszówkowe... Czuję że nie ma do tego pełnego powrotu. Jednak mieszkam tutaj jeszcze przynajmniej rok, a co potem? Nie mam zielonego pojęcia, ale różne wizje sprawiają np. że mam ostatnio kłopoty z zaśnięciem. Nie śpię za dobrze, a w ciągu dnia czuję się jak zombie. Serio, odrobinę bym się postarał i mógłbym robić za całą obsadę Świtu Żywych Trupów.
3) w mieszkaniu kłopoty - notorycznie brakuje ciepłej wody. Jak się tutaj wprowadzaliśmy, z kranów i prysznica leciał wrzątek: trzeba było uważać żeby się nie poparzyć. Teraz w zlewie gorącej wody nie ma w ogóle, w kranie się zdarza jak odkręci się ją na maksa (co sprawia, ze jest wszędzie, bo umywalka jest mała i wszystko chlapie jak szalone), a w prysznicu bywa, ale chyba tylko jak kąpie się Lin. Ogólnie rzecz biorąc tragedia. Tęsknię za gorącymi kąpielami z bąbelkami w domu :(
4) z lepszych wieści, udało mi się kupić "Fire and Axe: A Viking Saga". Planszówka, która wyszła z druku jakoś w marcu, dorwałem jedną z ostatnich kopii, być może nawet na świecie, a na pewno w Anglii. Zamierzam kupić do tego jeszcze "Last Night on Earth" (gra o zombie) + dodatek do niej, "Growing Hunger". Oraz duuuużo koszulek na karty, żeby wszystko ładnie ofoliować aby się nie niszczyło. Nie pytajcie ile będzie mnie to kosztować, bo wolę o tym nie myśleć. Ale tak poza tym, to zarobiłem na to sam umową z niemiecką firmą wydającą planszówki, więc chyba należy mi się trochę... Szczególnie że reszta moich zarobków idzie już na dom.
5) z pracą tutaj nadal lipa, ale powoli ogarniam to co robię dla Wolf Fanga. Poza tym byliśmy dzisiaj z Lin na rozmowie o pomocy w organizacji wydarzeń kulturalnych w okolicy i udało nam się zaproponować kilka opcji które bardzo spodobały się paniom z rady regionu Medway. Nie wiadomo jak będzie z zarobkami na tym, ale na pewno jest to jakiś krok naprzód. Przy odrobinie szczęścia może udałoby mi się nawet w pewnym momencie zorganizować lokalny klub planszówkowy, co w ogóle byłoby ekstra, bo nadal nie ma z kim grać :(
Tyle, nie wiem kiedy możecie spodziewać się kolejnej aktualizacji. Nie obiecuję że będę kontynuował to pisanie zbyt długo, chyba tracę zapał. Ba, zapał straciłem już dawno, ale teraz zaczyna mi się nie chcieć :P
czwartek, 14 maja 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz