niedziela, 21 czerwca 2009

Brawo, Krzysiu...

Dałem ostatnio świetny przykład mojego zwyczajowego zamotania.
Na High Street w Chatham otworzył się nowy sklep z grami komputerowymi, muzyką i takimi tam - specjalizujący się w 100% w produktach z second-handu, a więc cenowo dość przystępny. W czwartek, wracając z Canterbury gdzie byłem na lekcji z Kamfwą, musiałem zawadzić o tę okolicę, żeby wpłacić sobie pieniądze na konto. Przy okazji stwierdziłem że rzucę okiem na ten sklep. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Kamfwa zapłaciła mi tego dnia za lekcje - byłem do przodu 16 funtów...
Więc oczywiście kupiłem sobie trzy gry, za łączną sumę 11 funtów. The Movies (w które gramy z Lin prawie bez przerwy od trzech dni i zainwestujemy w dodatek), Mechwarrior 4: Vengeance + dodatek (i nawet dostałem wraz z tymi grami Motorcross Madness, z jakiegoś powodu) oraz... Rome Total War: Alexander. Żebyście zrozumieli o co chodzi z moim zamotaniem, oto trochę tła.
Alexander jest dodatkiem do Rome: Total War, który nie wyszedł w Polsce osobno. Był on jedynie częścią pakietu Rome: Total War - Złota Edycja, który zawiera w sobie grę podstawową oraz jeszcze dodatek Barbarian Invasion. Nie kupiłem go, ponieważ nim wyszedł, zainwestowałem już (za dość duże pieniądze) w Barbarian Invasion, a podstawkę miałem w zasadzie prawie od dnia premiery. A teraz, pomyślałem, jest świetna okazja żeby kupić dodatek solo!
Dopiero wczoraj to do mnie dotarło. Patrzyłem sobie na wieżyczkę z gier które zabieram do Polski (albo ponieważ zajmują miejsce i się kurzą, albo dlatego że tutaj nie działają, albo chcę je komuś pożyczyć), i sobie uświadomiłem jak głupi był zakup "Alexandra".
Ta gra jest wersją angielską. Obydwie moje wersje kupione w Polsce są polskie.

Innymi słowy, jest bardzo duża szansa, że gra po prostu się nie zainstaluje, bo jest to dodatek wymagający wersji podstawowej, nie samodzielny. Wychodzi na to, że będę musiał zainwestować w wersję angielską podstawki...

Ech, jeszcze trochę o grach. Motto na dzisiaj: "Tyle gier, a tak mało kasy (i na dodatek laptop na którym mało co chodzi)". Moja aktualna lista gier w które chciałbym zagrać liczy przynajmniej 20 pozycji. Jeśli dodać do tego gry w które już grałem, ale chciałbym posiadać wersję oryginalną, a nie pirata, to spokojnie robi się z tego 30 tytułów. Na szczęście spora ich liczba to rzeczy raczej nieobowiązkowe - lista "must have" zawiera się w 10 grach: nie cierpię więc aż tak bardzo. Co nie zmienia faktu, że zazdroszczę ludziom takim jak Stuart - jeśli on zobaczy coś, co mu się podoba, po prostu to kupuje. Ma masę planszówek, filmów, gadżetów - i nie wygląda na to, żeby bardzo odczuwał ciągłe wydawanie pieniędzy...

Pieniądze szczęścia na dają, ale są dość przydatne do poprawiania sobie humoru.

1 komentarz:

Unknown pisze...

no tak... bo nie możesz SPRZEDAĆ tego dodatku