Świeże (w miarę wieści):
1) w środę spotkaliśmy się z Davem i Tracy. Zagraliśmy dwa razy w Dominion, który okazał się inny niż się spodziewałem, ale i tak bardzo dobry - obowiązkowy zakup na urodziny. No i raz w Shadows over Camelot, prawdopodobnie powtórzymy to w tę środę.
2) kupiłem sobie ostatnie (mam nadzieję...) gry komputerowe przed wakacjami: obydwie części Knights of the Old Republic. Przypominam sobie pierwszą, którą przedstawiam aktualnie Lin. Druga może z jakiegoś powodu nie pójść, przynajmniej według CanYouRunIt?, ale w sumie obie gry są oparte na tym samym silniku, więc nie wiem czemu miałoby nie...
3) a gram ostatnio głównie w Frets on Fire. Ściągnąłem sobie jakąś chorą ilość paków, mam całego Guitar Hero 1 i 2 w wersji na tę grę. Będę ściągał chyba jeszcze Rock Bandy, bo są w jednym pakiecie. Fajna gierka, ale pewnie wkrótce mi się znudzi. Strasznie męczy oczy i palce.
4) jeśli o moje projekty chodzi - przestój. Po odłożeniu na bok Game Noir (wspólna decyzja moja i Lin, bo był to jej pomysł i nie podobało się jej moje dotychczasowe opracowanie) nie mam za bardzo czym się zajmować. Kusi mnie żeby pisać RPGa, albo chociaż rozpisać scenariusz na cRPGa, podobnie jak robiłem dla TPSA - żałuję teraz że nie zdecydowałem się na ambitniejszy projekt niż "Wrota", ale po prawdzie był prosty bo spodziewałem się, że takiego będą szukać... Tak to jest jak się pisze w zasadach konkursu "Napisz co ci pasuje"...
5) na uczelni zbliża się czas kiedy będę musiał zabrać się za pisanie jakichś prac. Czytam aktualnie książkę Martina Amisa pt. "Time's Arrow". Dość ciekawa, choć czyta się ją wolno.
6) a dzisiaj kolejna lekcja z Kamfwą i, prawdopodobnie, Tomem. Nie wiem co z nim, bo musiał wziąć dzisiaj córkę do dentysty, ale podejrzewam że jeśli to nic poważnego powinno udać mu się wyrobić na 12.30. Nawet jeśli nie, poprowadzę mu lekcję niezależnie od Kamfwy, bo mam potem czas, a on ma chyba swój gabinet na wydziale.
7) GRAĆ MI SIĘ CHCE! Planszówki, RPGi... Zrobiliśmy Lin postać do Earthdawna (Wietrzniak Trubadur), ale zobaczymy jak będzie z graniem. Jedyna rzecz która mi się nie podoba w mieszkaniu w Rochester - w soboty nie mogę chodzić na spotkania Adventure Society...
8) dowiem się co z pracą prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Przydałoby się, żeby coś się udało, bo inaczej będzie krucho. Pieniędzy mam już tylko na nadchodzący miesiąc, a i nie jestem pewien czy cały.
piątek, 30 stycznia 2009
sobota, 24 stycznia 2009
Ciężka dola projektanta gier...
Testowaliśmy dzisiaj ponownie mój projekt Noir. Choć dodałem kilka rzeczy które sprawiają że gra się lepiej, nadal jest ten sam problem. Próbuję go rozwiązać, ale idzie raczej jak po grudzie. Nie ma się co spieszyć - przedstawię grę ewentualnemu wydawcy dopiero jak będzie definitywnie ukończona. Inna sprawa że testuję póki co tylko dla dwóch graczy, bo nie było okazji spotkać się ani z Davem ani ze Stuartem...
Poznałem w czwartek nowego wykładowcę. Nazywa się Tom Boncza-Tomaszewski i jest Polakiem ze strony ojca. Jest też dziennikarzem i pisarzem, a wykłada Writing in the Media. Wygląda na to że będzie to bardzo ciekawy kurs który poszerzy moje horyzonty, więc ekstra. Okazało się też, że chce się uczyć polskiego, bo w maju jedzie do Krakowa. Będę go uczył w piątki, podobnie jak Kamfwę.
Pierwszą lekcję już przeprowadziłem, choć było to głównie dla niej przypomnienie tego czego się uczyła i ustalenie mniej więcej czego mam jej uczyć i co ją interesuje. Próbowałem zdobyć dla niej jakąś Polską komedię z napisami angielskimi, ale nie mają tego u nas w bibliotece, a w internecie ciężko o takie rzeczy. Może uda mi się załatwić jakiś film animowany z dubbingiem i napisami, ale pewnie będzie równie trudno.
Jeśli ktoś z was chciałby wpaść do Rochester w ramach wycieczki, jest lokum do wynajęcia na 5 dni za 100 funtów. Puste mieszkanie w którym można się zatrzymać. Oczywiście "Subject to Availability" czyli pod warunkiem że nikt nie będzie tam w danej chwili mieszkał. Jest to drugie mieszkanie naszych gospodarzy.
Poznałem w czwartek nowego wykładowcę. Nazywa się Tom Boncza-Tomaszewski i jest Polakiem ze strony ojca. Jest też dziennikarzem i pisarzem, a wykłada Writing in the Media. Wygląda na to że będzie to bardzo ciekawy kurs który poszerzy moje horyzonty, więc ekstra. Okazało się też, że chce się uczyć polskiego, bo w maju jedzie do Krakowa. Będę go uczył w piątki, podobnie jak Kamfwę.
Pierwszą lekcję już przeprowadziłem, choć było to głównie dla niej przypomnienie tego czego się uczyła i ustalenie mniej więcej czego mam jej uczyć i co ją interesuje. Próbowałem zdobyć dla niej jakąś Polską komedię z napisami angielskimi, ale nie mają tego u nas w bibliotece, a w internecie ciężko o takie rzeczy. Może uda mi się załatwić jakiś film animowany z dubbingiem i napisami, ale pewnie będzie równie trudno.
Jeśli ktoś z was chciałby wpaść do Rochester w ramach wycieczki, jest lokum do wynajęcia na 5 dni za 100 funtów. Puste mieszkanie w którym można się zatrzymać. Oczywiście "Subject to Availability" czyli pod warunkiem że nikt nie będzie tam w danej chwili mieszkał. Jest to drugie mieszkanie naszych gospodarzy.
środa, 21 stycznia 2009
Zmęczenie...
Tak, dla mnie chyba nie ma odpowiedniej ilości snu.
Spałem długo przed tym tygodniem, często nawet 10 godzin. Dziś w nocy nie mogłem zasnąć, spałem jakieś 4 z kawałkiem. Jak się domyślacie - jestem wypruty. Spałem w pociągu i ogólnie rzecz biorąc czuję się średniawo.
No, ale mam też dobre wieści.
1) 64% - tyle dostałem z drugiego eseju z Literatury, co daje mi na koniec semestru ocenę około 67%. Nieźle jak na pierwsze miesiące studiów tutaj.
2) zacząłem nowy moduł - nazywa się English Through the Ages i będzie bardzo ciekawy. Zajmować się tam będziemy Old English (ten sprzed roku 1066 i późniejszy saksoński), Middle-English (po erze normańskiej), oraz dalej, przez Modern English (język Shakespeare'a) oraz współczesny angielski i jego odmiany. Także coś w sam raz dla mnie.
3) odezwał się nowy potencjalny znajomy planszówkowy z Rochester. Co prawda skończyło się póki co na wymianie GeekMaila, ale liczę na to, że uda się nawiązać znajomość. Nie odkryję ameryki mówiąc że chce mi się wybitnie grać...
Na razie tyle. Idę spać.
Spałem długo przed tym tygodniem, często nawet 10 godzin. Dziś w nocy nie mogłem zasnąć, spałem jakieś 4 z kawałkiem. Jak się domyślacie - jestem wypruty. Spałem w pociągu i ogólnie rzecz biorąc czuję się średniawo.
No, ale mam też dobre wieści.
1) 64% - tyle dostałem z drugiego eseju z Literatury, co daje mi na koniec semestru ocenę około 67%. Nieźle jak na pierwsze miesiące studiów tutaj.
2) zacząłem nowy moduł - nazywa się English Through the Ages i będzie bardzo ciekawy. Zajmować się tam będziemy Old English (ten sprzed roku 1066 i późniejszy saksoński), Middle-English (po erze normańskiej), oraz dalej, przez Modern English (język Shakespeare'a) oraz współczesny angielski i jego odmiany. Także coś w sam raz dla mnie.
3) odezwał się nowy potencjalny znajomy planszówkowy z Rochester. Co prawda skończyło się póki co na wymianie GeekMaila, ale liczę na to, że uda się nawiązać znajomość. Nie odkryję ameryki mówiąc że chce mi się wybitnie grać...
Na razie tyle. Idę spać.
niedziela, 18 stycznia 2009
Update po mniej niż tygodniu przerwy?
Niemożliwe!
A jednak.
Więc, przede wszystkim - chcę się pochwalić swoim nowym projektem: grą planszową, nazwaną póki co "The Game Noir". Nie daję póki co żadnych szczegółów, poza tym że gdy będzie już gotowa zostanie wysłana do Z-Man Games z propozycją "Wydajcie mi". Zobaczymy co powiedzą. Dla ciekawskich - sneak preview:

A jednak.
Więc, przede wszystkim - chcę się pochwalić swoim nowym projektem: grą planszową, nazwaną póki co "The Game Noir". Nie daję póki co żadnych szczegółów, poza tym że gdy będzie już gotowa zostanie wysłana do Z-Man Games z propozycją "Wydajcie mi". Zobaczymy co powiedzą. Dla ciekawskich - sneak preview:
Na obrazku jest wszystko, czego (póki co) używa się do gry. Co bardziej spostrzegawczy może rozpoznają zapożyczone do tego prototypu elementy - żetony z 300: The Board Game, kostki i skrzynia z Shoguna, oraz figurka Hydraliska ze Starcraft: The Board Game oraz znacznik inicjatywy z Saigo no Kane. Póki co testowałem tylko wersję dwuosobową, ale gra docelowa ma "obsługiwać" pięciu uczestników. Ponieważ to wczesna wersja gry, wiele może się jeszcze zmienić. I prawdopodobnie tak się stanie - czegoś jeszcze brakuje temu projektowi.
Z innych wieści - otrzymaliśmy pierwszy rachunek i jest on zaskakująco niski: jedynie niecałe 50 funtów za cztery miesiące elektryczności. Oby tak dalej, a będzie dobrze.
We wtorek (czyli z waszej perspektywy: jutro) wracam na uczelnię. Trzeba mi będzie wpaść znowu w rytm wczesnego wstawania, bo ostatnio nie jestem w stanie się podnieść przed 10. No i będzie trzeba czytać.
A dzisiaj byliśmy z Lin w lokalnym muzeum - bardzo ciekawe, aż zaskakuje ile interesujących rzeczy można się dowiedzieć o Rochester i całej okolicy (Medway, od rzeki). Okazuje się, że żyjemy w zdecydowanie najbardziej bogatym historycznie mieście w tym rejonie. Na pewno zabiorę tam moją mamę i siostrę.
Jutro zakupy i może odwiedzimy Katedrę. Byliśmy tam dzisiaj, ale tylko pobieżnie, poza tym chcemy wpaść na herbatę do tamtejszego Tea Roomu i ogrodów - szczególnie że pogoda ostatnimi dniami sprzyja: ładnie, słonecznie, trochę wieje, ale nie jest zbyt zimno.
Zapraszam na Bestiariusz, wpadł dzisiaj dość długi tekst mojego autorstwa na temat muzyki z gier komputerowych.
Póki co tyle, wracam do oglądania nowego Bonda (czy też raczej Bourne'a), "Quantum of Solace".
Z innych wieści - otrzymaliśmy pierwszy rachunek i jest on zaskakująco niski: jedynie niecałe 50 funtów za cztery miesiące elektryczności. Oby tak dalej, a będzie dobrze.
We wtorek (czyli z waszej perspektywy: jutro) wracam na uczelnię. Trzeba mi będzie wpaść znowu w rytm wczesnego wstawania, bo ostatnio nie jestem w stanie się podnieść przed 10. No i będzie trzeba czytać.
A dzisiaj byliśmy z Lin w lokalnym muzeum - bardzo ciekawe, aż zaskakuje ile interesujących rzeczy można się dowiedzieć o Rochester i całej okolicy (Medway, od rzeki). Okazuje się, że żyjemy w zdecydowanie najbardziej bogatym historycznie mieście w tym rejonie. Na pewno zabiorę tam moją mamę i siostrę.
Jutro zakupy i może odwiedzimy Katedrę. Byliśmy tam dzisiaj, ale tylko pobieżnie, poza tym chcemy wpaść na herbatę do tamtejszego Tea Roomu i ogrodów - szczególnie że pogoda ostatnimi dniami sprzyja: ładnie, słonecznie, trochę wieje, ale nie jest zbyt zimno.
Zapraszam na Bestiariusz, wpadł dzisiaj dość długi tekst mojego autorstwa na temat muzyki z gier komputerowych.
Póki co tyle, wracam do oglądania nowego Bonda (czy też raczej Bourne'a), "Quantum of Solace".
środa, 14 stycznia 2009
Tak, nadal tu jestem...
Ponad tydzień milczenia, a to dlatego że w poniedziałek, po przejrzeniu chorej ilości komiksów internetowych w oczekiwaniu na paczkę, okazało się że zostało mi tylko 20 mb na trzy dni. Potem jedno dłuższe posiedzenie z Boardgame Geekiem i nagle zostało tylko 6. No i tak przesiedziałem do dzisiaj, do północy...
Więc po kolei - jako się rzekło, paczka. A w niej kilka gier, dużo herbat, dużo słodyczy i trochę rzeczy dla chomika, m.in. toaletka. Póki co - kompletna porażka. Chomik jedynie z zapamiętaniem rozkopuje żwirek. Poza tym, spędza teraz noce w łazience, bo upodobał sobie zagryzanie plastikowych elementów klatki o trzeciej w nocy, co robi okropny hałas który mnie budzi. Dajemy mu dzisiaj kolejną szansę. Może jak za każdym razem będę go wynosił, w końcu się nauczy, że może obgryzać co innego. W ostateczności będzie spał wciąż w łazience. W końcu muszę się wysypiać, od przyszłego tygodnia wracam na uczelnię.
A jutro krótka wizyta tam, bo muszę oddać pracę. Skończyłem ją w piątek, więc od tego momentu w zasadzie się lenię, chociaż sporo pisałem - kilka artykułów na Bestiariusz, do tego odrobina pracy nad swoimi projektami (znacznie mniej niż planowałem) i recenzja Saigo na Kane na Boardgame Geek. Dzisiejszy dzień był pod tym względem intensywny, ale ogólnie rzecz biorąc był kiepski - źle się czułem i w zasadzie nie było mnie stać na wiele aktywności... Co do prac z uniwersytetu - dostałem 66/100 punktów z pracy na Contemporary International Relations Theory. Aż się zdziwiłem - takiego lania wody i improwizowania "na pniu" dawno nie robiłem.
Dalej szukam pracy - poszły CV do kilkunastu miejsc, z czego tylko w dwóch szukają kogoś do pracy. Liczę znów na Juliana Graves'a (sklep z bakaliami, owocami i orzechami), bo znowu jest możliwość pracy w weekendy - a to niedaleko i sympatycznie, więc czemu nie.
Byliśmy we wtorek z Lin na kolacji w restauracji malajsko-tajskiej "Blue Rays". Bardzo dobre jedzenie w miarę przystępnej cenie jak na miejsce na High Street. Za 2 zupy, przystawkę, dwa dania, herbatę i dużą miskę pysznego ryżu (+ darmowe prażynki krewetkowe!) zapłaciliśmy 30 funtów. Byliśmy tak zadowoleni, że dorzuciliśmy 5 funtów napiwku. Ekstra, na pewno tam wrócimy jak tylko coś zaoszczędzimy.
Z mniej pozytywnych kwestii finansowych - nadal nie przyszły do nas rachunki. Jutro idę zapytać w naszej agencji czy coś wiedzą o tym, bo boimy się odsetek. Jeśli nam dowalą czymś większym, będzie problem - moje zapasy pieniężne to póki co, według planu, jakoś do końca lutego, przy czym będą teraz bardzo topnieć ze względu na dojazdy pociągowe. Także obawiamy się i liczymy na to, że wszystko jest ok i uda się załatwić to w miarę dobrze.
Z innych ciekawostek - moja mama, siostra i jej facet przyjeżdżają "do mnie" na Wielkanoc. Odwiedzą Rochester, Canterbury i Londyn. Jestem na etapie szukania im miejsca, mam jedno w którym Lin spędziła kilka dni gdy była tutaj rok temu. Bardzo sympatyczna gospodyni, śliczny dom i w miarę przystępne ceny. Oby się dało załatwić w tym terminie.
Póki co tyle. Napiszę jak będzie o czym. Stay tuned.
Więc po kolei - jako się rzekło, paczka. A w niej kilka gier, dużo herbat, dużo słodyczy i trochę rzeczy dla chomika, m.in. toaletka. Póki co - kompletna porażka. Chomik jedynie z zapamiętaniem rozkopuje żwirek. Poza tym, spędza teraz noce w łazience, bo upodobał sobie zagryzanie plastikowych elementów klatki o trzeciej w nocy, co robi okropny hałas który mnie budzi. Dajemy mu dzisiaj kolejną szansę. Może jak za każdym razem będę go wynosił, w końcu się nauczy, że może obgryzać co innego. W ostateczności będzie spał wciąż w łazience. W końcu muszę się wysypiać, od przyszłego tygodnia wracam na uczelnię.
A jutro krótka wizyta tam, bo muszę oddać pracę. Skończyłem ją w piątek, więc od tego momentu w zasadzie się lenię, chociaż sporo pisałem - kilka artykułów na Bestiariusz, do tego odrobina pracy nad swoimi projektami (znacznie mniej niż planowałem) i recenzja Saigo na Kane na Boardgame Geek. Dzisiejszy dzień był pod tym względem intensywny, ale ogólnie rzecz biorąc był kiepski - źle się czułem i w zasadzie nie było mnie stać na wiele aktywności... Co do prac z uniwersytetu - dostałem 66/100 punktów z pracy na Contemporary International Relations Theory. Aż się zdziwiłem - takiego lania wody i improwizowania "na pniu" dawno nie robiłem.
Dalej szukam pracy - poszły CV do kilkunastu miejsc, z czego tylko w dwóch szukają kogoś do pracy. Liczę znów na Juliana Graves'a (sklep z bakaliami, owocami i orzechami), bo znowu jest możliwość pracy w weekendy - a to niedaleko i sympatycznie, więc czemu nie.
Byliśmy we wtorek z Lin na kolacji w restauracji malajsko-tajskiej "Blue Rays". Bardzo dobre jedzenie w miarę przystępnej cenie jak na miejsce na High Street. Za 2 zupy, przystawkę, dwa dania, herbatę i dużą miskę pysznego ryżu (+ darmowe prażynki krewetkowe!) zapłaciliśmy 30 funtów. Byliśmy tak zadowoleni, że dorzuciliśmy 5 funtów napiwku. Ekstra, na pewno tam wrócimy jak tylko coś zaoszczędzimy.
Z mniej pozytywnych kwestii finansowych - nadal nie przyszły do nas rachunki. Jutro idę zapytać w naszej agencji czy coś wiedzą o tym, bo boimy się odsetek. Jeśli nam dowalą czymś większym, będzie problem - moje zapasy pieniężne to póki co, według planu, jakoś do końca lutego, przy czym będą teraz bardzo topnieć ze względu na dojazdy pociągowe. Także obawiamy się i liczymy na to, że wszystko jest ok i uda się załatwić to w miarę dobrze.
Z innych ciekawostek - moja mama, siostra i jej facet przyjeżdżają "do mnie" na Wielkanoc. Odwiedzą Rochester, Canterbury i Londyn. Jestem na etapie szukania im miejsca, mam jedno w którym Lin spędziła kilka dni gdy była tutaj rok temu. Bardzo sympatyczna gospodyni, śliczny dom i w miarę przystępne ceny. Oby się dało załatwić w tym terminie.
Póki co tyle. Napiszę jak będzie o czym. Stay tuned.
poniedziałek, 5 stycznia 2009
Zieeeeew...
Minął tydzień, a ja po prostu nie mogłem się zebrać aby coś napisać. Nie był to specjalnie intensywny czas - śpimy z Lin dość długo (wstajemy około 11), chodzimy spać późno (około 2) i ogólnie rzecz biorąc korzystamy z wolnego czasu. Jest natomiast parę rzeczy godnych wspomnienia:
1. We wtorek dostaliśmy meble od Ikei. Od razu zaczęliśmy je składać i teraz mamy ładną półkę na książki (już, praktycznie rzecz biorąc, pełną) i wygodną rozkładaną sofę (którą rzadko składamy). Co prawda hałasu, szczególnie przy sofie, było co nie miara i musieliśmy pożyczać od sąsiadów młotek i śrubokręt, ale poza tym same plusy.
2. Edward już się w miarę zadomowił, ale nadal jest niezbyt aktywny podczas dnia (to akurat typowe dla chomików) i budzi się dopiero gdy wieczorem gasimy większość świateł. Niestety nie pogodził się jeszcze z faktem, że klatka to jego nowy dom i wciąż próbuje się z niej wydrapać. Ponadto ma parę niezbyt higienicznych zwyczajów i mamy wrażenie że bardzo mało je. Trochę się martwimy, ale dbamy o niego i mamy nadzieję że to nic poważnego, a tylko mały apetyt.
3. Podczas tego tygodnia pracowałem z Lin nad paroma grami planszowymi. Chcę wykorzystać kolejne dwa tygodnie wolnego (zaczynam dopiero 19 stycznia) i poza pracą którą muszę napisać, zamierzam skupić się właśnie na grach. Do zrobienia są dwa świeże pomysły i dwa kolejne starsze. Podejrzewam że uda mi się zakończyć jeden, możliwe że dwa - oczywiście w wersji testowej. Testowanie i poprawki z tym związane to zupełnie inny temat.
4. Pierwsze rozczarowanie w historii moich gier: Ghost Stories. Po około 30 rozgrywkach (Lin po około 10) stwierdziłem że granie w tę grę mija się z celem. Mimo świetnego wykonania i bardzo pasującej mi tematyki (Taoiści walczący z duchami w małej Chińskiej wiosce), nie mam już zdrowia do tej gry - ciągłe porażki po prostu dołują, a jest ona zbyt losowa żeby jakakolwiek taktyka robiła różnicę. Jeśli karty ci się ułożą, wygrasz. Nawet jeśli ci się ułożą, są jeszcze rzuty kostkami - równie irytujące.
5. Dzisiaj powinna zostać wysłana paczka od moich rodziców. Będzie tam sporo jedzenia, moje ostatnie duże planszówki oraz parę innych rzeczy. Oby dotarła do końca tygodnia i nie powtórzyła się historia z paczką Lin która szła do nas trzy tygodnie.
6. Wyruszam dzisiaj na poszukiwanie pracy. Będę chodził po wszelkich miejscach gdzie mógłbym pracować (restauracje, bary, hotele, niektóre sklepy) i zostawiał tam CV, nawet jeśli w danej chwili nie szukają pracowników. Wątpię żeby coś to dało, ale trzeba podjąć jakieś kroki.
1. We wtorek dostaliśmy meble od Ikei. Od razu zaczęliśmy je składać i teraz mamy ładną półkę na książki (już, praktycznie rzecz biorąc, pełną) i wygodną rozkładaną sofę (którą rzadko składamy). Co prawda hałasu, szczególnie przy sofie, było co nie miara i musieliśmy pożyczać od sąsiadów młotek i śrubokręt, ale poza tym same plusy.
2. Edward już się w miarę zadomowił, ale nadal jest niezbyt aktywny podczas dnia (to akurat typowe dla chomików) i budzi się dopiero gdy wieczorem gasimy większość świateł. Niestety nie pogodził się jeszcze z faktem, że klatka to jego nowy dom i wciąż próbuje się z niej wydrapać. Ponadto ma parę niezbyt higienicznych zwyczajów i mamy wrażenie że bardzo mało je. Trochę się martwimy, ale dbamy o niego i mamy nadzieję że to nic poważnego, a tylko mały apetyt.
3. Podczas tego tygodnia pracowałem z Lin nad paroma grami planszowymi. Chcę wykorzystać kolejne dwa tygodnie wolnego (zaczynam dopiero 19 stycznia) i poza pracą którą muszę napisać, zamierzam skupić się właśnie na grach. Do zrobienia są dwa świeże pomysły i dwa kolejne starsze. Podejrzewam że uda mi się zakończyć jeden, możliwe że dwa - oczywiście w wersji testowej. Testowanie i poprawki z tym związane to zupełnie inny temat.
4. Pierwsze rozczarowanie w historii moich gier: Ghost Stories. Po około 30 rozgrywkach (Lin po około 10) stwierdziłem że granie w tę grę mija się z celem. Mimo świetnego wykonania i bardzo pasującej mi tematyki (Taoiści walczący z duchami w małej Chińskiej wiosce), nie mam już zdrowia do tej gry - ciągłe porażki po prostu dołują, a jest ona zbyt losowa żeby jakakolwiek taktyka robiła różnicę. Jeśli karty ci się ułożą, wygrasz. Nawet jeśli ci się ułożą, są jeszcze rzuty kostkami - równie irytujące.
5. Dzisiaj powinna zostać wysłana paczka od moich rodziców. Będzie tam sporo jedzenia, moje ostatnie duże planszówki oraz parę innych rzeczy. Oby dotarła do końca tygodnia i nie powtórzyła się historia z paczką Lin która szła do nas trzy tygodnie.
6. Wyruszam dzisiaj na poszukiwanie pracy. Będę chodził po wszelkich miejscach gdzie mógłbym pracować (restauracje, bary, hotele, niektóre sklepy) i zostawiał tam CV, nawet jeśli w danej chwili nie szukają pracowników. Wątpię żeby coś to dało, ale trzeba podjąć jakieś kroki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
