poniedziałek, 29 września 2008

Parę nowych fotek

Jak w tytule:


Jedna z pochyłych ścieżek w Rochester - ta konkretna łączy okolice Jackson's Field z High Street.


Zamek od strony bocznej uliczki - obiecuję następnym razem zrobić zdjęcie z dziedzińca, ale tym razem zapomniałem.


Zdjęcie katedry zrobionej znad muru zamkowego.


The Monk - drewniana rzeźba w niedalekim parku, ujęcie pierwsze...


... i ujęcie drugie, z cieniem.

To tyle póki co - jutro może zamieszczę kilka zdjęć z Canterbury.

Powoli następuje klarowanie się sytuacji...

Ponownie, w punktach:
1) mam telefon - jest bardzo fajny, choć początkowo byłem do niego bardzo sceptycznie nastawiony, ale Lin mnie przekonała
2) udało się kupić paragrafówki o których już nie raz wspominałem - gram sobie od czasu do czasu
3) dzisiaj podczas spaceru odwiedziłem kilka Charity Shops. Kupiłem Lin "Alicję w Krainie Czarów" (jej ulubiona książka) za 50 pensów, a sobie "Hobbita" za 75. Szukałem innych perełek, ale póki co nie znalazłem - co nie znaczy że ich nie ma.
4) jutro pierwszy dzień na uniwerku: zobaczymy jak będzie. Muszę z nimi jeszcze dopiąć kilka spraw, bo mnie ścigają mailowo, żebym doniósł im dokumentację. Dziwne to trochę, bo już dwa razy to zrobiłem - no, ale najwyraźniej do trzech razy sztuka.
5) ostatnimi dniami trochę gorzej czujemy się z Lin: mnie boli głowa, wieczorami jestem bardzo zmęczony, a ona bywa smutna. No, ale pomagamy sobie nawzajem i to się liczy.
6) piszę dalej grę, idzie jak po grudzie, ale dzisiaj skończę prawdopodobnie główny wątek. Reszta powinna pójść szybciej - szczególnie że teraz będę kursował między Rochester a Canterbury, co oznacza, że będę miał codziennie prawie dwie godziny na pisanie w pociągu. Reszta projektów trochę się kurzy, ale od czasu do czasu zaglądam.
7) jako ciekawostka - moje aktualne projekty:
- Rashadaman: RPG w klimatach arabskich
- Absumere: RPG znane niektórym z pierwszej strony komiksu mojego i Joka
- Millenium City: RPG w którym odkopuję mocno już zakurzony klimat Cyberpunk
- Karawany: gra planszowa, projekt chwilowo zarzucony, bo nie mam jak zaprojektować planszy
- Test na Maga: gra planszowa której wersję alpha już opracowałem, czas ją testować
- Stacja Kosmiczna: projekt ledwo co napoczęty, zamierzam się za niego zabrać jak opracuję resztę

Więc, jak widzicie, nie nudzę się.

sobota, 27 września 2008

Weekend

No, to słuchajcie, co wam powiem, bo mam parę ciekawostek.

1) kupiłem w czwartek lokalny smakołyk: Rochester Ginger, wg receptury z czasów Dickensa. Jest to bezalkoholowy napój imbirowy który bardzo interesująco szczypie język i gardło. Kosztuje prawie 4 funty za 725 ml, więc nie jest zbyt tani, ale i tak będziemy go kupować co jakiś czas.

2) jadłem sobie przez te dwa dni kolejne puszki Mean Beanz: Meksykańskie i BBQ. Nie są tak dobre jak Chili, które zjadłem w środę. Dzisiaj idziemy dokupić kilka rzeczy w Tesco, więc zaopatrzę się w nowe: zwykłe i właśnie Chili

3) dzisiaj idziemy też wreszcie kupić sobie komórki - wracając skoczę do Nags Head i przyniosę im swój nowy numer. Jeśli o pracę tam, czy gdziekolwiek indziej, chodzi - nadal nic

4) Lin znalazła w jednym z Charity Shopów te paragrafówki o których wspominałem jakiś czas temu, ale nie za 15 funtów, a 4! Prawdopodobnie kupimy to zaraz, jak tylko się zbiorę...

5) nawiązałem kontakt ze stowarzyszeniem graczy na mojej uczelni. Spotykam się z ich członkinią odpowiedzialną bodajże za gry planszowe prawdopodobnie w czwartek. Dzisiaj mają spotkanie, ale za dużo rzeczy muszę dzisiaj zrobić i nie pojawię się w Canterbury. Poza tym, to byłyby kolejne funty mniej.

6) dostałem kartę z banku, teraz czekam już tylko na pin

No, póki co to tyle. Do usłyszenia.

czwartek, 25 września 2008

Czas ustaleń

Poza tym, co już pisałem o moim zwyczajnym dniu w ostatnich dniach niewiele się dzieje. Złożyłem CV do The Nags Head, wybrałem sobie moduły na uczelni i czekam dzisiaj na potwierdzenie, że są tam wolne miejsca. Jutro będziemy szli z Lin po najtańsze komórki od Orange. Ona dostała już pismo od banku, ja jeszcze nie - wciąż czekam na kartę, trwa to już bardzo długo.
Piszę dalej, kawałek po kawałku, ale, jak to ja, wytraciłem tempo. Teraz będę potrzebował samozaparcia. Sporo.
No i zainstalowałem wczoraj Fallouta, oczywiście nie ruszył - nienawidzę Visty, wspominałem już? Muszę się nacieszyć Fallout: Tactics.
Hmm, nawet wypity wczoraj Hobgoblin nie smakował tak dobrze jak go zapamiętałem. Dziwne, że wszystkie dobre piwa, których i tak jest mało, zmieniają smak na gorszy...

wtorek, 23 września 2008

I znowu update trzydniowy

Ostatnio piszę rzadziej, bo mało się dzieje - wczoraj w sumie było najwięcej do zrelacjonowania, ale miałem inne rzeczy do zrobienia no i byłem dość zmęczony. Ostatnimi dniami często boli mnie głowa.
W niedzielę wzięło nas na granie, więc po prostu posiedzieliśmy w domu. Oglądaliśmy też Friends, ostatnio robimy to codziennie (ścigam Mateusza, który jest już chyba w dziesiątym sezonie). Wypiłem ale o którym wspominałem, nazywa się Stinger - nie było jakieś bardzo dobre.
Poniedziałek to dzień mojej wizyty na uniwersytecie. Musiałem wstać wcześnie (przed siódmą), żeby na 7.39 wstać na pociąg. O 9.30 było spotkanie z kadrą i organizacjami studenckimi, które potrwało prawie godzinę, ale było ciekawe. Potem załatwiłem sobie indentyfikator. Wróciłem do domu, pisałem, grałem, oglądaliśmy Friends.
A dzisiaj będziemy szli na zakupy, bo zaczyna nam brakować paru rzeczy.

Aha, zacząłem też grać w Tribal Wars - ale według oczekiwań, nie wciąga mnie specjalnie, tak sobie od czasu do czasu kliknę.

sobota, 20 września 2008

Ostatnie dni...

... opowiadane przy fasolce w zalewie pomidorowej z Tesco (pyszna!) i butelce Fursty Ferret, ale browaru Badger (takie sobie, ale da się wypić).
No to po kolei - w czwartek nie było aktualizacji, bo mało co było do napisania, a poza tym Blogger się zbuntował i nie dałem rady zamieścić posta. Byłem tego dnia w Canterbury dowiadywać się szczegółów o moich studiach - jestem już jaśnie oświecony, dostałem pakiet informacji i już teoretycznie wszystko wiem.
Piątek był dniem grania i zakupów. Kupiliśmy nowe zapasy jedzenia i zrobiliśmy trochę zdjęć.
A dzisiaj poszliśmy na spacer po okolicy i lokalnych sklepach - znaleźliśmy tam dość ciekawą planszówkę za 2 funty (second-hand, charity) i chyba ją kupimy. No i odnalazłem w końcu Hobgobliny! I to niedaleko. Kupiłem dwa, do tego Fursty Ferret i trzeci, który zwie się chyba Badger (nie chce mi się zaglądać do lodówki), wszystko ale, a kosztowało mnie to 6 funtów (była promocja - 6 za 4 butelki, bez promocji są po 1,99).
Pisanie idzie mi trochę gorzej, ale od jutra wracam do tematu - muszę tylko odłożyć Kohan: Ahriman's Gift na bok...

środa, 17 września 2008

Wycieczka do Maidstone

W temacie tego wpisu jest właściwie główna treść dzisiejszego dnia. Z pewnymi trudnościami (uciekł nam autobus i trzeba było się ratować pociągiem), dotarliśmy tam w sam raz na wypełnienie wniosku o ubezpieczenie. Załatwiliśmy to szybko i poszliśmy do tamtejszego KFC zjeść coś dobrego. Najedzeni i jeszcze z drugą partią zapakowaną na wynos wróciliśmy do Strood (tylko stamtąd jeżdżą pociągi) no i na piechotę do domu. Po drodze zgłosiłem się do pracy w kolejnym miejscu, jutro podrzucę im CV.
Aha, skończyłem dzisiaj Diablo 2. Zaczynam trudność Koszmar, ale chwilowo mi się odechciało.
Jutro do Canterbury, rozmawiać jeszcze o studiach i może szukać pracy.