wtorek, 9 września 2008

The turn of the tide...?

Za jakąś chwilę wychodzę dalej szukać pracy, tym razem na High Street w Rochester - i wiem, że jest przynajmniej jedno miejsce, gdzie prawie na pewno mnie zatrudnią (szukają pracowników). Ponadto, jak tylko się czegoś dowiem o tejże pracy, jadę ponownie do Canterbury (kolejne 10 funtów do tyłu), żeby próbować zacząć studia od drugiego roku. To dałoby mi oszczędność czasu, a przede wszystkim - ponad 3000 funtów, które są roczną opłatą.
Jak się wam chce, możecie trzymać kciuki - nie zaszkodzi.

Update o 16 czasu Greenwich: wróciłem, ale niestety znowu bez konkretnych osiągnięć. Poza poszerzeniem swojej wiedzy o pracy w Anglii i kierunku na którym będę - nic konstruktywnego. W sprawie pracy mają się do mnie zgłosić, a wiecie jak to bywa, gdy mówią wam "Oddzwonimy do pana...". Cóż, pozostaje mieć nadzieję. W razie czego mam plan B.

Brak komentarzy: