Otóż osiągnąłem dzisiaj szczyt desperacji i podpisałem zgłoszenie do pracy w... KFC. Przynajmniej jest to lepsze niż McDonald. Byliśmy na zakupach, kupiliśmy jedzenie i parę rzeczy do domu. Ponownie nie udało nam się wyjść na spacer popołudniu, chociaż pogoda jest ostatnimi dniami bardzo ładna. Ale za to mam dla was zdjęcia z trasy, którą robimy z Lin każdorazowo idąc na zakupy.
High Street w Chatham nocą. Jak widać ulice są puste, ale w barach i restauracjach kwitnie życie towarzyskie. Zdjęcie zrobione wczoraj - to był jakiś wyjątkowo dobry dzień dla knajp: minęliśmy co najmniej 3 większe imprezy.
A oto drzwi do naszego mieszkania. Napis głosi Nickelby. W budynku mamy też Copperfielda - mieszka naprzeciwko.
Okna lokalnej synagogi, również przy High Street.
Zamknięty i ogrodzony kościół przy High Street. Szkoda, bo bardzo ładny.
Ten znak to jedyny wyznacznik granicy między Rochester a Chatham - te miasta są właściwie jednym. Do tego obok Rochester jest Strood, a obok Chatham - Gillingham. Nie wiem czy i tam przechodzą tak płynnie.
Zaniedbany i opuszczony teatr - boczna ściana.
Jedna z bocznych uliczek, malowniczo pochylona.
Ponownie Theatre Royal - przednia fasada.
I motto z Shakespeare'a, za oknem, pokryte pajęczynami.
I ponownie High Street, tym razem w drodze powrotnej.
Hmm, zdjęć było więcej, ale mi je wessało podczas zamieszczania... interesujące. No cóż, dorzucę je przy okazji, dzisiaj jestem już zbyt zmęczony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz