sobota, 27 września 2008

Weekend

No, to słuchajcie, co wam powiem, bo mam parę ciekawostek.

1) kupiłem w czwartek lokalny smakołyk: Rochester Ginger, wg receptury z czasów Dickensa. Jest to bezalkoholowy napój imbirowy który bardzo interesująco szczypie język i gardło. Kosztuje prawie 4 funty za 725 ml, więc nie jest zbyt tani, ale i tak będziemy go kupować co jakiś czas.

2) jadłem sobie przez te dwa dni kolejne puszki Mean Beanz: Meksykańskie i BBQ. Nie są tak dobre jak Chili, które zjadłem w środę. Dzisiaj idziemy dokupić kilka rzeczy w Tesco, więc zaopatrzę się w nowe: zwykłe i właśnie Chili

3) dzisiaj idziemy też wreszcie kupić sobie komórki - wracając skoczę do Nags Head i przyniosę im swój nowy numer. Jeśli o pracę tam, czy gdziekolwiek indziej, chodzi - nadal nic

4) Lin znalazła w jednym z Charity Shopów te paragrafówki o których wspominałem jakiś czas temu, ale nie za 15 funtów, a 4! Prawdopodobnie kupimy to zaraz, jak tylko się zbiorę...

5) nawiązałem kontakt ze stowarzyszeniem graczy na mojej uczelni. Spotykam się z ich członkinią odpowiedzialną bodajże za gry planszowe prawdopodobnie w czwartek. Dzisiaj mają spotkanie, ale za dużo rzeczy muszę dzisiaj zrobić i nie pojawię się w Canterbury. Poza tym, to byłyby kolejne funty mniej.

6) dostałem kartę z banku, teraz czekam już tylko na pin

No, póki co to tyle. Do usłyszenia.

1 komentarz:

Julka pisze...

Jak nawiązałeś kontakt ze stowarzyszeniem? Kartka "Kristof szuka graczy" na tablicy ogłoszeń?